Wyszukiwarka

Nawigacja

· Strona Główna

· Artykuły

· Kraj

· Myśl

· Media

· Pliki

· Galeria


imprezatechno
Muzyka techno

iluzja
Impreza

Wałęsa Bolek
TW Bolek

Nocnazmiana
Nocna zmiana

Donald Tusk

Plusydodatnie
Plusy dodatnie plusy ujemne

POrażka roku

Przed i PO


Słowa prawdy

Krzysztof Wyszkowski - wywiad

Anna Walentynowicz - wywiad

Adam Michnik

PrzystanekWoodstock
Przystanek Woodstock WOŚP 2006

Woodstock - przystanek do piekła

Erozja - Przystanek Woodstock 2006

22 minuty - Woodstock 2007

Przebudzenie - Woodstock 2007

Stanisław Michalkiewicz - wywiad

Piotr Gontarczyk - wywiad

Władcy Móch

Wiatraki elektryczne
- biznes i oszustwo

Geotermia

Unia Europejska

ORĘDZIE PREZYDENTA RP PANA LECHA KACZYŃSKIEGO

EXPOSE PREMIERA RP PANA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO

Agora

Fakty o TVN

Moskiewskie pieniądze dla SLD

17 września

Józef Piłsudski

Roman Dmowski

Pomoc dla Polski

Pogrom kielecki

Wtórne kłamstwo katyńskie

Masoneria

Patriotyzm

Biało czerwona flaga

Liberalizm

Skąd nienawiść do katolicyzmu?

Jasnogórskie Śluby Narodu

Chrzescijaństwo

Z zamyśleń nad... polską szkołą

Postmodernizm

Rodzina nadzieją świata

Płodność

Ewolucja biologiczna

Naprotechnologia

IN VITRO

PRAWDA O IN VITRO

Feminizm

Aborcja

Aborcja list

Pornografia

Róbta co chceta

Plotka

Sekta

Joga i Medytacja

Wróżby - mediumizm

Islam

Globalizacja

Eutanazja

Homoseksualizm a prawo

Kod Leonarda da Vinci

Harry Potter

Pasja Gibsona

Co Polska dała światu?

Zdrowa filozofia

Katrina i Pan Bóg

Naród bohaterów

Z zamyśleń nad... kulturą polską

::Ludzie PO::

Donald Tusk

Hanna Gronkiewicz-Waltz

Władysław Bartoszewski

Julia Pitera

Stefan Niesiołowski

Janusz Palikot

::Życiorysy sławnych ludzi::

Kłamstwa Aleksandra Kwaśniewskiego

'Budowniczy' IV RP

Czesław Miłosz - antypolska alergia

Jerzy Urban, redaktor naczelny Nie

BRONISŁAW GEREMEK, członek władz Unii Wolności

Marek Borowski - ideowy komunista

Jerzy Wiatr - Spuścizna stalinowskiego politruka

Włodzimierz Cimoszewicz - syn stalinowca

Adam Michnik - załgany rodowód

Jerzy Owsiak - lewicowy rodowód

Leszek Balcerowicz - portret doktrynera

Agnieszka Holland


RAPORT WSI

Kulisy zbrodni kieleckiej

Zbliżamy się do kolejnej, 60. rocznicy krwawych zajść kieleckich z 4 lipca 1946 roku. Posłużyły one do zainicjowania ogromnej nagonki na rzekomy "dziki antysemityzm" Narodu Polskiego, co przyniosło ogromne szkody dobremu imieniu Polaków. Nagonki prowadzonej w interesie stalinowskiej Rosji. Miała ona pokazać Zachodowi, jak bardzo w Polsce potrzebne są sowieckie wojska - do trzymania pod butem "faszystowskich" i "antysemickich" Polaków. Zbrodnia, zorganizowana zaledwie kilka dni po sfałszowaniu referendum z 30 czerwca 1946 roku, miała odwrócić uwagę Zachodu od kolejnego, szczególnie brutalnego pogwałcenia demokracji w Polsce. Natychmiast wykorzystano ją do dalszego maksymalnego umocnienia systemu represji komunistycznych w Polsce. Zdaniem syna prokuratora Jana Wrzeszcza, zaszczutego w dobie stalinizmu: "Po pogromie terror był bardzo głęboko odczuwalny, zakorzeniony. To (...) było zamówienie, żeby pokazać, że Polacy są straszliwi, krwiożerczy, że trzeba ich trzymać za mordę" (cyt. za: K. Kąkolewski, Umarły cmentarz, Warszawa 1996, s. 128).

Przypomnijmy skrótowo przebieg zbrodniczych zajść kieleckich 4 lipca 1946 roku. Tego dnia rano zaczęto rozpowszechniać pogłoskę o rzekomym porwaniu przez Żydów 8-letniego chłopca, Henryka Błaszczyka. Kilka osób udało się z milicjantami do budynku Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego przy ul. Planty 7, by domagać się rewizji domu w poszukiwaniu chłopca. W budynku tym zamieszkiwało wówczas wielu Żydów. Doszło do szarpaniny wewnątrz budynku, a wokół domu zaczęły się gromadzić grupy ludzi. Do budynku zaczęli wchodzić kolejni milicjanci, a potem grupy wojskowych i żołnierzy KBW. W niewyjaśnionych w pełni okolicznościach doszło do strzelaniny między żołnierzami i milicjantami a Żydami, a później do mordowania i rabunku Żydów. Do ataku na Żydów dołączały się zgromadzone wokół domu żydowskiego grupy cywilów. Ich agresywne wystąpienia wzmogły się po przybyciu ok. godz. 12.30 dużej grupy robotników Huty "Ludwików". W najnowszej książce IPN o Kielcach liczebność tej grupy oceniana jest na kilkaset osób (część autorów innych publikacji podaje tu dużo mniejsze liczby). W czasie krwawych zajść, trwających aż 5 godzin - od godz. 10 rano do godz. 15 - zginęło trzydzieścioro siedmioro Żydów, dwóch polskich cywilów i jeden polski oficer.

Mit o wielotysięcznym tłumie
Komunistyczne władze winę za mordy zrzucały na polski "krwiożerczy motłoch" i kierujące rzekomo całą akcją z ukrycia "siły reakcyjne" na czele z andersowcami. Liczni autorzy, począwszy od raportów ks. bp. Czesława Kaczmarka i ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie Artura Bliss-Lane z 1946 roku, już wtedy akcentowali, że większość Żydów poległa z rąk żołnierzy i oficerów. Propaganda komunistyczna specjalnie wielokrotnie wyolbrzymiała wielkość zgromadzonego przed domem żydowskim tłumu, aby go obciążyć całą winą za masakrę. I tak np. w odezwie do ludności miasta Kielce i województwa z 11 lipca 1946 r. twierdzono, jakoby Żydów zabijał "tłum 20-tysięczny przy pomocy kamieni, kijów i kopania" (cyt. za: J. Śledzianowski, Pytania nad pogromem kieleckim, Kielce 1999, s. 99). Zdaniem ks. Jana Śledzianowskiego, autora jednej z najgruntowniej opracowanych książek o zbrodni kieleckiej, "Ogromny tłum - tak wielotysięczny był potrzebny kłamcom, aby usprawiedliwić rzekomą "niemoc" władzy ludowej, milicji, wojska i UB, zdominowanych przez wielki tłum" (tamże, s. 99). Już pierwszy prowadzący śledztwo w sprawie kieleckiej w latach 90. sędzia Andrzej Jankowski, dyrektor Okręgowej Komisji ds. Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach, stwierdził w wywiadzie dla "Słowa - Dziennika katolickiego" (nr 199 z 1996 roku): "Zacznę od liczb, gdyż podaje się je zwykle zawyżone. Np. tygodnik 'Wprost' pisze, że 20 tys. kielczan biło Żydów. Jest to fizycznie niemożliwe, jako że przy domu żydowskim na Plantach mogło się zmieścić co najwyżej 500 osób. Przy czym zdecydowana większość to byli gapie. Cywilnych uczestników pogromu mogło być jednorazowo maksymalnie kilkudziesięciu". W wywiadzie udzielonym parę lat później ks. J. Śledzianowskiemu, 1 marca 1998 r., sędzia A. Jankowski stwierdził, że tłum na Plantach nie przekraczał 300 osób i w 90 proc. składał się z gapiów, w przeważającej mierze młodzieży, a nawet dzieci, które miały wakacje i na dochodzące krzyki zbiegły się na Planty. Około 10 proc., według sędziego A. Jankowskiego, to byli prowokatorzy, którzy podburzali zebranych z ciekawości gapiów przeciw Żydom. Mogło ich być w pierwszej fazie pogromu około 20-30 osób" (cyt. za: J. Śledzianowski, op. cit., s. 97).
Dość zbliżone do sędziego A. Jankowskiego dane liczbowe podaje prokurator Krzysztof Falkiewicz, autor postanowienia o umorzeniu śledztwa w sprawie pogromu kieleckiego, wydanego 21 października 2004 roku. Według niego: "Wydaje się uzasadnione przyjęcie, że grupa osób znajdujących się na ul. Planty i wokół budynku Komitetu Żydowskiego w apogeum swej liczebności - po dojściu na miejsce robotników - liczyła nie więcej jak 500 osób. Liczbę tę determinuje nie tylko materiał dowodowy, ale także obiektywna ocena obszaru miejsca zdarzenia przeprowadzona w trakcie jego oględzin. Z tych osób jedynie stosunkowo nieliczna część brała czynny udział w zajściach. Grupę agresywnych uczestników z ludności cywilnej należy szacować na co najwyżej kilkadziesiąt osób" (cyt. za: Wokół pogromu kieleckiego, red. Ł. Kamiński i J. Żaryn, IPN, Warszawa 2006, s. 480).
Taki "tłum", złożony w przeważającej części z gapiów, mogła z łatwością rozproszyć niewielka nawet, ale uzbrojona jednostka wojska, milicji czy UB. A w tym czasie w Kielcach stacjonowały stosunkowo duże liczebnie formacje wojska i różnych sił porządkowych, ze względu na to, że Kieleckie było jednym z najsilniejszych centrów działania partyzantki antykomunistycznej. Krzysztof Kąkolewski pisał w swej książce "Umarły cmentarz" (s. 145) o obliczeniach Zenona Wrony, szacującego na 215 osób liczbę stacjonujących w Kielcach żołnierzy (z wojska, KBW, Informacji Wojskowej), pracowników UB, pracowników MO. Do tego doliczył jednak jeszcze pominięte przez Wronę takie jednostki jak II Kompania KBW, szkoła milicyjna, służba ochrony gmachów budynków UB. Do tego dochodził również stacjonujący w Kielcach garnizon sowiecki. Warto w tym kontekście przypomnieć uwagi Michała Chęcińskiego, byłego oficera Informacji Wojskowej pochodzenia żydowskiego, przebywającego od dziesięcioleci na Zachodzie. W swoim artykule na temat zbrodni kieleckiej, opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" z 5 lipca 2000 roku, Chęciński pisał, że "rok wcześniej podczas pogromu w Krakowie radzieckie czołgi wyruszyły na ulice Krakowa i niezwłocznie ochłodziły zamiary tłumu. W Kielcach garnizon radziecki znajdował się kilkaset metrów od miejsca pogromu". Tylko że dowódcy sowieccy nie zrobili niczego dla spacyfikowania sytuacji przed domem na Plantach, podobnie jak przez kilka godzin nie zrobili tego dowódcy polskich jednostek wojskowych, milicji czy UB. Zbrodnicza bezczynność stacjonujących w mieście dużych jednostek zbrojnych polskich i sowieckich (przy równoczesnym udziale niektórych przedstawicieli oficjalnych "sił porządku" w mordach) spowodowała zabicie kilkudziesięciu Żydów. Warto w tym kontekście przytoczyć opinię Bożeny Szaynok, autorki książki "Pogrom Żydów w Kielcach 4 VII 1946" (Warszawa 1991). Pisała ona tam (s. 108): "Działania milicji służyły niewątpliwie rozwojowi wydarzeń pogromowych. Działania szefa WUBP [Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego - JRN] były niewątpliwie skierowane na spotęgowanie wydarzeń pogromu". Już w 1946 r. na łamach prasy podziemnej komentowano, że wydarzenia kieleckie pokazały taką nieudolność sił rządowych, które nie zdusiły zajść w zarodku, iż wyglądało na to, "jakby władzy zależało na jak największej ilości ofiar".

Podejrzenia co do winy władz komunistycznych
Zadziwiająca "nieudolność" sił proreżimowych w spacyfikowaniu sytuacji w Kielcach, przedłużanie się krwawych zajść aż przez 5 godzin musiały od razu wzbudzić podejrzenia co do intencji ówczesnych władz komunistycznych. Tym bardziej że to komunistyczne władze, a zwłaszcza władze ZSRR najbardziej korzystały na propagandowym nagłośnieniu kieleckiej zbrodni w świecie przeciwko "antysemickim i faszystowskim" Polakom. Nic dziwnego, że bardzo szybko zaczęły się pojawiać oceny, iż cała zbrodnia w Kielcach miała swoich ukrytych komunistycznych inspiratorów i mocodawców.
Jako pierwsza wystąpiła z oskarżeniami tego typu - zaledwie w trzy dni po zbrodni, 7 lipca 1946 roku - grupa wybitnych intelektualistów polskich przebywających w USA, w tym kilku osób żydowskiego pochodzenia. W opublikowanej w Nowym Jorku deklaracji, podpisanej przez Komitet Wykonawczy Związku Obrony Niepodległości Polski, grono intelektualistów z emigracji stwierdzało m.in.: "Zbrodnia popełniona w Kielcach była rezultatem niesławnej prowokacji zaplanowanej przez tajną policję reżimu warszawskiego (...) Reżimowi warszawskiemu zależy na odwróceniu uwagi światowej opinii publicznej od swoich ogromnych problemów w administrowaniu krajem, ponieważ nie opiera się ona na woli większości Narodu Polskiego - lecz potężnej policji bezpieczeństwa, za którą stoi okupacyjna armia sowiecka. W tej chwili, kiedy opinia publiczna krajów demokratycznych zaczyna sobie zdawać sprawę z oszustw i nadużyć, jakie popełnia w Polsce prosowiecki reżim (by wspomnieć tylko ostatnie, oszukańcze referendum), rząd warszawski sprowokował morderstwa w Kielcach, ubierając się w togę obrońcy społeczności żydowskiej, aby pozorować, że jest za obroną demokracji".
W dalszym ciągu deklaracji jej sygnatariusze stwierdzali m.in., że prosowiecki reżim warszawski postawił sobie za cel przekonanie Żydów o konieczności opuszczenia przez nich terytorium Polski. Zdaniem sygnatariuszy deklaracji z 7 lipca 1946 r., "Reżim warszawski działa na polecenie i z rozkazów Moskwy, w wyniku posłuchu wdraża politykę taką, jaką obserwujemy w stosunku do polskich Żydów. Używa ich także jako sposobu zaangażowania rządu brytyjskiego wobec prowadzonej przezeń polityki w Palestynie. Co więcej, stara się zantagonizować strony i stworzyć kryzys polityczny na Bliskim Wschodzie poprzez zaognienie konfliktu arabsko-żydowskiego". Deklarację podpisali: H. Aszkenazy, O. Halecki, M. Kranc, L.J. Obierek, M. Dąbrowski, W. Korsak, H. Landau, Z. Protasewicz, S. Strzelecki, J. Frejlich, K. Kranc, J. Lechoń, R. Rathaus, K. Wierzyński.
Tezy o wydarzeniach kieleckich jako prowokacji komunistycznej pojawiały się również w licznych innych ocenach z 1946 roku, m.in. w słynnym tajnym raporcie biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka na temat zbrodni kieleckiej, przekazanym amerykańskiemu ambasadorowi w Warszawie Arturowi Bliss-Lane, w ówczesnych raportach ambasady amerykańskiej w Warszawie etc. Stopniowo mnożyły się różnego typu publikacje zagraniczne i emigracyjne oskarżające sowieckie NKWD o odegranie decydującej roli w zorganizowaniu kieleckiej zbrodni. Szczegółowo udokumentowaną ocenę na ten temat przyniosła wydana w 1982 roku w Nowym Jorku książka cytowanego już wcześniej byłego oficera Informacji Wojskowej Michała Chęcińskiego "Poland. Communism - Nationalism - Antisemitism", ciągle jeszcze zbyt mało znana w Polsce. Jej autor wyemigrował z Polski w 1968 roku. Oskarżając NKWD o przygotowanie zbrodni kieleckiej, Chęciński jako pierwszy dowodził, że główną rolę w całej sprawie odegrał z ramienia NKWD oficer sowieckiego wywiadu Michaił Aleksandrowicz Diomin.
Lata 90. przyniosły wreszcie wydanie w Polsce pierwszych prawdziwie ważkich książek na temat zbrodni kieleckiej. Mam tu na myśli przede wszystkim dwie obszerne (ponad 200 stron każda), cytowane już publikacje, które wyszły spod piór ks. Jana Śledzianowskiego i Krzysztofa Kąkolewskiego. Obie przyniosły bardzo bogate udokumentowanie faktograficzne tez o zbrodni kieleckiej 1946 r. jako zbrodni komunistycznej. Tezy te znalazły wyraźne odbicie również w wypowiedziach dwóch pierwszych osób odpowiedzialnych w latach 90. za śledztwa na temat zbrodni kieleckiej: sędziego Andrzeja Jankowskiego i prokuratora Zbigniewa Mieleckiego. Na odrębne odnotowanie zasługuje również ważna książka polonijna na temat zbrodni kieleckiej, wydana w 1996 r. w Toronto i Chicago praca zbiorowa "Kielce - July 4, 1946. Background, Context and Events". Jednym z głównych współautorów tej książki był po tylekroć publikowany na łamach "Naszego Dziennika" znakomity naukowiec polonijny profesor Iwo C. Pogonowski.

Sprawa nadreprezentacji Żydów w kieleckich władzach
Za najważniejsze chyba novum pojawiające się w pracach badawczych po 1989 r. można uznać wyraźnie niepodejmowaną wcześniej w Polsce sprawę nadreprezentacji Żydów w kieleckim aparacie władzy, w UB i PZPR. Sprawa ta miała duże znaczenie dla szczególnie widocznego wyjątkowego skonfliktowania lokalnych władz w Kielcach. Krzysztof Kąkolewski pisał dość szeroko w "Umarłym cmentarzu" o zadawnionych konfliktach między komunistami pochodzenia żydowskiego a dawnymi partyzantami z GL i AL oraz głównym agentem NKWD w Kielcach, skrajnie antyżydowskim Władysławem Spychajem-Sobczyńskim. Jak duże było zgromadzenie osób pochodzenia żydowskiego w kieleckim aparacie władzy, niech świadczą następujące dane personalne, które zaczerpnąłem z różnych pozycji omawiających zbrodnię kielecką.
Otóż Żydami z pochodzenia byli m.in. prezydent miasta Kielce Tadeusz Żarecki, szef WUBP Andrzej Kornecki (Dawid Kornhendler), sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PPR Józef Kalinowski, kierownik Wydziału Personalnego KW PPR Julian Lewin, zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Albert Grynbaum, dowódca oddziału wojskowego wysłanego na pomoc Żydom na Plantach major Konieczny, szef wydziału personalnego WUBP Marian (po wyjeździe z Polski występował jako Morris) Kwaśniewski. (Dane za książkami: Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 roku. Dokumenty i materiały, tom II, opracował i przygotował do druku S. Meducki, Kielce 1994, s. 81, 102, 106, 139; Zabić Żyda. Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946, oprac. T. Wiącek, Kraków 1992, s. 6 i 11; K. Kąkolewski, op. cit., s. 43-44, 81, 144-145; J. Śledzianowski, op. cit, s. 52, 65, 77, 138; Kielce - July 4, 1946, s. 37).
W wydanej niedawno przez IPN wspomnianej już książce "Wokół pogromu kieleckiego" pojawiają się dodatkowe informacje o wpływowych osobach pochodzenia żydowskiego w kieleckim aparacie władzy. W przygotowanym przez Jacka Żurka szerokim wyborze materiałów z kolejnych śledztw w sprawie zbrodni kieleckiej możemy na przykład przeczytać o pochodzeniu żydowskim szefa Wydziału Specjalnego (kontrwywiadu) w Kielcach - Majewskiego, i szefa Wydziału Politycznego KW MO - Erlickiego, który później wyemigrował do Izraela (zeznania komendanta kieleckiej milicji R. Przybyłowskiego, "Wokół pogromu", s. 376), oraz o żydowskim pochodzeniu szefa Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Kielcach Golczewskiego i następcy Kalinowskiego na stanowisku sekretarza KW PPR - Kozłowskiego (Szpryngera) (według zeznań wojewody kieleckiego E. Wiślicza-Iwańczyka, "Wokół pogromu", s. 271). Dodatkowe informacje o żydowskim pochodzeniu innych funkcjonariuszy kieleckiej władzy można znaleźć również we wcześniejszej części tomu - w studium Jana Żaryna "Hierarchia Kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947". Autor przytacza tam (s. 85) fakt, że funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach wytykali, iż "na stanowiskach kierowniczych w WUBP stoją Żydzi - wskazując jako przykład (...) Dmowskiego, naczelnika Wydziału Pers.[onalnego] oraz naczelnika Wydziału Więz [iennictwa] i Ob [ozów] - Blajchmana i innych (...)".
W zamieszczonym w tomie "Wokół pogromu..." tekście prokuratora K. Falkiewicza o umorzeniu śledztwa w sprawie pogromu kieleckiego znalazło się stwierdzenie o nadreprezentacji Żydów w kieleckich organach władzy komunistycznej (s. 478). Powstawały na tym tle ukryte podziały i napięcia. Mogły one też mieć swój wpływ na zbrodnicze "zaniechania" części lokalnych funkcjonariuszy w czasie zajść.

Nowy tom IPN
Chciałbym teraz nieco szerzej odnieść się do parokrotnie już cytowanego nowego tomu IPN "Wokół pogromu kieleckiego" pod redakcją Łukasza Kamińskiego i Jana Żaryna. Tom, ukazujący się właśnie w tych dniach, ma szansę stać się znaczącym krokiem naprzód w dalszych badaniach nad zbrodnią kielecką, przede wszystkim ze względu na niezwykle cenny parusetstronicowy wybór materiałów z dotychczasowych śledztw, prowadzonych od 1991 do 2004 roku. Wybór, przygotowany ze znawstwem i świetnym poczuciem syntezy przez pracownika IPN Jacka Żurka, zawiera wiele wręcz sensacyjnych materiałów po raz pierwszy udostępnianych czytelnikom. Ma to m.in. tę ogromną zaletę, że utrudni różne manipulowania i przemilczania w sprawie zbrodni kieleckiej, choćby takie, jakie zaprezentowane zostały w najsłabszej, wręcz kompromitującej części tomu, we wspomnianym już tekście postanowienia o umorzeniu śledztwa, przygotowanym przez prokuratora Krzysztofa Falkiewicza. Co najciekawsze, w tomie IPN występują niebywale liczne sprzeczności między jego najlepszą częścią (wyborem materiałów ze śledztwa dokonanym przez J. Żurka) a jego najbardziej katastrofalną częścią, tj. opus prokuratora K. Falkiewicza. Czasem sprzeczności te przybierają wręcz formę groteski (np. sprawa pracownika NKWD Diomina). W dziale studiów zdecydowanie największe zainteresowanie budzi praca tak wypróbowanego już historyka Kościoła dziejów najnowszych Jana Żaryna: "Hierarchia Kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947". Autor bardzo głęboko wnika w ówczesne nader trudne uwarunkowania działalności Kościoła pod rządami komunistycznymi, ukazując pełne rozmiary kłamliwej propagandy antykościelnej. Już wtedy - jak pokazuje Jan Żaryn - pojawiały się perfidne próby dzielenia hierarchów przez czynniki komunistyczne. Ich dzisiejszą dość swoistą recydywę w innym kształcie politycznym widzieliśmy niedawno w dwóch obszernych tekstach Adama Michnika, wielce deformujących prawdę o stanowisku Kościoła wobec zbrodni kieleckiej. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mógł osobno powrócić do tematyki przedstawionej przez Jana Żaryna. Cenną lekturą jest niewątpliwie również studium Ryszarda Śmietanki-Kruszelnickiego "Pogrom w Kielcach - podziemie w roli oskarżonego". Jest to nader pouczające studium monstrualnego charakteru komunistycznych manipulacji propagandowych, które w związku ze sprawą zbrodni kieleckiej doszły do swoistego apogeum. Brak miejsca nie pozwala mi tu na szersze ustosunkowanie się do dwóch studiów - Bożeny Szaynok "Polacy i Żydzi lipiec 1944 - lipiec 1946" i "Spory o pogrom kielecki". Nie zgadzam się z wielu jej konkluzjami, a zwłaszcza z wciąż dominującą skłonnością do szukania źródeł zbrodni kieleckiej w rzekomej sile "polskiego antysemityzmu". Tyle że B. Szaynok podaje swoje dyskusyjne tezy z troską o zachowanie podstawowych standardów badawczych, czego absolutnie nie można powiedzieć o katastrofalnym tekście prokuratora Krzysztofa Falkiewicza. Jego postanowienie o umorzeniu śledztwa, zawierające ogromną ilość deformacji i przemilczeń, ukazuje się na kilka zaledwie dni przed 60. rocznicą zbrodni kieleckiej. Grozi to - ze względu na status autora, przedstawiciela wymiaru prawa, umarzającego śledztwo - ogromnym dezinformowaniem opinii publicznej. Stąd też z prawdziwym żalem muszę się zająć w całej reszcie mego tekstu prostowaniem zawartych tam deformacji i uproszczeń, rezygnując na razie z szerszego zajęcia się innymi pozycjami tomu, prezentującymi rzeczywiste osiągnięcia badawcze.

Deformacje i przemilczenia
Prokurator Krzysztof Falkiewicz prowadził śledztwo w latach 2001-2004. Jego liczące ponad 40 stron druku "Postanowienie o umorzeniu śledztwa" w sprawie pogromu kieleckiego nosi datę 21 października 2004 roku. Czytając tekst jego "umorzenia śledztwa", odnosi się wciąż nieodparte wrażenie, jakby autor starał się maksymalnie zasłużyć, głównie u postkomunistów. Wbrew przeważającym opiniom badaczy i przytłaczającym dowodom prokurator Falkiewicz przywrócił do życia zdawałoby się już martwą teorię o zbrodni kieleckiej jako efekcie polskiego antysemityzmu, po raz pierwszy wylansowaną przez władze komunistyczne w 1946 roku. Równocześnie zaś z ogromną pasją zabrał się za obalanie coraz bardziej dominującej i... udokumentowanej tezy o tym, że inspiratorami kieleckiej zbrodni byli pracownicy sowieckiego NKWD. Przypomnę tu, że tezę o odpowiedzialności NKWD za kielecką zbrodnię 1946 r. wyraźnie podzielali prowadzący śledztwa przed prokuratorem Falkiewiczem - sędzia Andrzej Jankowski i prokurator Zbigniew Mielecki. Prokurator Falkiewicz najwyraźniej gruntownie zerwał z osiągnięciami ich dorobku śledczego, aby wrócić do dawno skompromitowanej tezy o zbrodni kieleckiej jako wyniku "spontanicznego" wybuchu polskiego antysemityzmu.
Aby dowieść swych "rewelacji", prokurator Falkiewicz depcze prawdę i ilustrujące ją fakty, stara się przemilczeć maksymalnie wiele spraw przeczących jego tezom. W razie potrzeby nie waha się nawet przed sięganiem do najbardziej kuriozalnych uogólnień. Oto dzisiaj - w 2006 roku - w tomie IPN można przeczytać arcyodkrywcze stwierdzenia prokuratora Falkiewicza, jakoby Związek Sowiecki nie miał "żadnego oczywistego interesu" w zorganizowaniu zajść kieleckich!!!
Trzeba podziwiać tupet, z jakim prokurator Falkiewicz podjął się tak karkołomnego zadania jak udowodnienie tezy o zbrodni kieleckiej jako wyniku "spontanicznego" wybuchu polskiego antysemityzmu. Ci, którzy głosili tę tezę w 1946 r. w imieniu władz komunistycznych, podpierali ją fałszami o rzekomych siłach faszystowsko-reakcyjnych, które zmobilizowały tłumy polskich zajadłych antysemitów do krwiożerczych działań w Kielcach. Dziś na takie twierdzenia nie można się już powoływać, bo kolejne śledztwa niezaprzeczalnie dowiodły, jak oszczercze były twierdzenia o rzekomych "faszystowsko-reakcyjnych" inspiracjach. Przyznaje to sam prokurator Falkiewicz w swym "umorzeniu". Śledztwa dowiodły również, jak wcześniej zaznaczyłem, że nie było żadnych wielotysięcznych tłumów, a liczba uczestników zbiegowiska mogła sięgać góra 500 osób. I jak tu teraz prokurator Falkiewicz może wytłumaczyć na tym tle, że z tak niewielką grupą (bo agresywnie występowało tylko kilkadziesiąt osób) nie mogły uporać się aż przez pięć godzin siły porządku w dużym mieście wojewódzkim, siły złożone z kilkuset uzbrojonych żołnierzy, żołnierzy KBW, milicjantów, pracowników UB.
Jakie wyjście znajduje w tej sytuacji prokurator Falkiewicz, by dowieść swej fantastycznej tezy? Otóż winę za pięciogodzinne przeciąganie się krwawych zajść i mordowanie Żydów zrzuca na różne spory kompetencyjne między UB, MO a wojskiem, sprzeczne rozkazy, ciągłe nieporozumienia w lokalnych komunistycznych siłach porządku. Jakby w ogóle nie było ogromnego scentralizowania całej ówczesnej władzy! Jakby nie wystarczyło dosłownie jednego polecenia z Warszawy do natychmiastowego rozstrzygnięcia sporów kompetencyjnych i powołania jednego głównego dowódcy mającego obronić dom żydowski. Tylko że takiego polecenia nie było przez brzemienne pięć godzin. Władzy najwyraźniej zależało na tym, by zajścia się rozszerzały, a nie gasły. Groteskowe wręcz jest tłumaczenie prokuratora Falkiewicza, iż "zasadniczą przyczyną uniemożliwiającą opanowanie sytuacji była niemożność użycia broni palnej wobec agresywnej grupy osób z tłumu. Zakaz taki wynikał z wyraźnych poleceń w tym zakresie wydawanych przez funkcjonariuszy państwowych szczebla centralnego, w tym ministra gen. Spychalskiego, który podejmując taką decyzję, nie posiadał dobrej oceny skali wydarzeń" (Wokół pogromu kieleckiego, s. 479). Jak wiemy z innych przykładów z owych lat, funkcjonariusze władzy komunistycznej wcale nie patyczkowali się z użyciem broni palnej przeciw tłumom. A tu dopuszcza się trwanie pięciogodzinnych zajść i zamordowanie 40 ludzi, których władza powinna była chronić. Jeśli gen. Spychalski "nie posiadał dobrej oceny wydarzeń", to przecież chyba należy wątpić w brak takiej oceny u stojących znacznie wyżej od niego ludzi typu Bermana i Bieruta, na bieżąco informowanych wielu kanałami informacyjnymi o tym, co się dzieje w Kielcach. Nie mówiąc o rezydentach tak potężnego sowieckiego wywiadu. Dziwne, że nikt z wierchuszki partyjnej i państwowej przez tyle godzin nie zdecydował się na wydanie rozkazu rozproszenia tłumu już choćby samą groźbą użycia broni palnej. Rzecz w tym jednak, że wśród atakujących dom żydowski i mordujących Żydów dominowali przedstawiciele komunistycznych "sił porządku", żołnierze, żołnierze KBW, milicjanci. A nie robiliby tego chyba bez czyjejś inspiracji i poczucia bezkarności. Prokurator Falkiewicz dziwnie jakoś przemilcza rozliczne dowody istnienia takiej odgórnej inspiracji. I to pomimo faktu, że pojawiały się one wielokrotnie w toku śledztw i są niejednokrotnie odnotowywane na kartach znakomitego wyboru materiałów śledczych dokonanego przez Jacka Żurka. Nie dowiemy się od prokuratora Falkiewicza również niczego o "niepasujących" mu do tekstu wcześniejszych bardzo znaczących ustaleniach, wskazujących na winę przynajmniej części władz. Dlaczego prokurator Falkiewicz przemilcza na przykład napisaną już 19 lipca 1946 roku opinię ówczesnego naczelnego prokuratora WP płk. Henryka Holdera? Cóż stwierdził płk Holder? Otóż odręcznie dopisał w sprawozdaniu skierowanym do zastępcy naczelnego dowódcy WP gen. M. Spychalskiego: "Ze sprawozdania wynika nie tylko indolencja władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek w Kielcach, ale wręcz udział i [słowa nieczytelne] szeregu osób urzędowych w dokonywaniu pogromu" (cyt. za: J. Śledzianowski, s. 80).
Jak na tle tego "udziału (...) szeregu osób urzędowych w dokonywaniu pogromu" wygląda lansowana przez prokuratora Falkiewicza teza o "spontaniczności" zbrodni kieleckiej?
Inna, dość podobna sprawa. Andrzej Jankowski, sędzia sądu wojewódzkiego w Kielcach, w swym postanowieniu z 22 czerwca 1992 r. tak pisał m.in. w uzasadnieniu wszczęcia śledztwa w sprawie pogromu Żydów w Kielcach (wybór J. Żurka, w: Wokół pogromu, s. 217): "W toku postępowania (...) ustalono, że w czasie tzw. pogromu Żydów w Kielcach 4 VII 1946 postępowanie organów i niektórych osób odpowiedzialnych za zapewnienie porządku i bezpieczeństwa było tego rodzaju, że nasuwa się podejrzenie, że nie zależało im na natychmiastowym stłumieniu zamieszek (...), prawdopodobna staje się teza, że do pogromu doszło w wyniku czyjegoś zorganizowanego działania, które to działanie co najmniej szło na rękę niektórym organom ówczesnych władz polskich lub 'sprzymierzonych'". Prokurator Falkiewicz odrzuca tę ostatnią tezę. Dlaczego więc nie zdobywa się na żadne przekonywające obalenie podejrzeń, że niektórym organom nie zależało na natychmiastowym stłumieniu zamieszek? Podane przez niego informacje o różnych sporach kompetencyjnych między szefami UB, MO etc. nic nie wyjaśniają.
Trzeba przyznać, że prokurator Falkiewicz z dużą werwą stara się za wszelką cenę podważyć zeznania dowodzące ubeckiej zbrodni, choćby zeznania Henryka Błaszczyka, rzekomo porwanego w lipcu 1946 roku. Skrajnie tendencyjne są również głoszone przez prokuratora Falkiewicza pochwały stanowczych działań władz komunistycznych po zajściach kieleckich, uparte dowodzenia rzekomych szlachetnych intencji tych władz. Jest to jedna z najbardziej groteskowych części umorzenia (vide strony 477 i 478). I znowu spotykamy się z bardzo wielką porcją przemilczeń rzeczy niepasujących do obrazu kreowanego przez prokuratora Falkiewicza. Nie dowiemy się na przykład, jakie były przyczyny uniewinnienia najbardziej winnego zbrodniczych "zaniechań" szefa WUBP Władysława Sobczyńskiego-Spychaja. A już z poprzednich śledztw wynikało, że uniewinniono go, bo za wiele wiedział o przyczynach zbrodni.
prof. Jerzy Robert Nowak

czytaj ciąg dalszy: Kulisy zbrodni kieleckiej(2)


Komentarze

#1 | jarek dnia styczeń 15 2008
to był mord polityczny, zaplanowany ściśle i wykonany ściśle przez bezpiekę , działali tam głównie dawni czerwoni partyzanci z kieleckiego, którzy po okupacji hitlerowskiej obięli stanowiska w aparacie bezpieczeństwa i kropka , a co najważniesze ...byli to przedstawiciele narodu wybranego ...
#2 | m dnia grudzień 15 2007
wiem więcej zawsze byli gośćmi ale nie zawsze tak się zachowywali może w tym problem
#3 | m dnia grudzień 15 2007
troszkę poczytałem,i
martmy się o siebie Polacy, żydzi dają sobie świetnie radę,czytam dalej.........................................
#4 | m dnia grudzień 15 2007
kim ci żydzi są
#5 | Konrad dnia listopad 18 2007
Dyskutujacych odsylam do ksiazki Bohdana Urbankowskiego "Czerwona msza cyli usmiech Stalina"
Opisuje on rzetelnie te prowokacje sluzb UB/w przewazajacej czesci Zydow/ i KGB.Wszystko poto aby alianci nie zajeli sie zbrodnia Katynia., w tamtym czasie po wydarzeniach kieleckich zostaly zdjeta z pkt.obrad.
Mili dyskutanci co nie powiecie zydzi zawsze z pomoca rozowego salonu beda dalej opowiadac o polskim antysemitysmie.Toz to czysty antypolonizm.Po za tym pokazcie mnie jeden kraj gdzie Zydzinie powiedza ze nie ma tam antysemityzmu.Zydzi zeby zyc tworza antysemityzm i tak pozostanie az do konca swiata
#6 | admin dnia maj 01 2007
Od tej pory emotikony domyslnie zostały wyłączone.
#7 | belfer dnia maj 01 2007
W poprzedniej mojej wypowiedzi pojawiły sie emotikony, chociaż nie umieszczałem żadnego! Prawdopodobnie pomyłkowo napisałem "MO i KW", a miało być: "MO i KBW" (MO = "Milicja Obywatelska", KBW = "Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego"Wink. NA PEWNO zapomniałem dodać, że ci Żydzi, którzy "zza biurek" dokonali owej zbrodni na swoich rodakach, byli (podobnie jak pozostali -- polscy, rosyjscy i ew. inni -- mordercy "zza biurek" w tej historii) wyznawali wiarę marksowsko-leninowską. Czyli żydokomuna bez skrupułów uczestniczyła w mordowaniu Żydów mozaistów. W ostatnich czasach widzimy (nie na skalę zbrodniczą, na szczęście) coś podobnego: Żydzi-komuniści starają się wzniecać nienawiść Polaków do Żydów. Mam na mysli aktywność tow. Bernarda Tejkowskiego (który przemianował siebie na Bolesława) i tow. Leszka Bubla. A potem "antysemitami" proklamuje się a to prof. Jerzego Roberta Nowaka, a to red. Stanisława Michalkiewicza, a to prof. Macieja Giertycha (może w ogóle on zasługuje na ten epitet, ale niedawno "dostało się" mu także za broszurę, która antysemicka NIE jest). W roku 1946 cel był podobny, tylko proporcjonalnie groźniejszy: aby stworzyć POZORY, że Polacy to naród tak nienawidzący Żydów, że gotowy kontynuować ludobójstwo na Żydach nawet po upadku III Rzeszy, więc -- i o to naprawdę chodziło! -- niechaj zachodni alianci NIE doznają wyrzutów sumienia za "zdradę jałtańską", bo Polacy na nią zasługują; lepiej, aby Stalin trzymał ich twardą ręką, nie dopuszczając do odrodzenia się "faszyzmu". Za mord kielecki tow. prezio może POWINIEN był przepraszać, ale NIE w imieniu Polski, lecz w imieniu "wszystkich ubeków", których był prezydentem.
#8 | belfer dnia maj 01 2007
Obaj "przedmówcy" ("mak" i "widzącyzlublina"Wink napisali tak, jak gdyby nie wiedzieli, KTO zorganizował pogrom kielecki. Na dodatek "widzącyzlublina" ma kłopoty z poprawnościa jezykową -- nie tylko na gruncie niemczyzny (vide: parę niemiekcich słów wplecionych w jego tekst), ale także na gruncie polszczyzny. (Aż chce sie zawołać: 'Studenci, do nauki!"Wink. Pogrom kielecki zorganizowali i wykonali komuniści. Jedni działali zza biurek w urzędach bezpieczeństwa, drudzy własnoręcznie (w mundurach MO i KWCool. Nie byli to "antysemici polscy", jak bez sensu wykrzykuje "mak", ani też nie była to "prowokacja sjonistyczna", jak powiada "widzącyzlublina" -- 1/ NIE MA słowa "sjonistyczna" w naszym jĘzyku; 2/ gdyby nawet, to: KTO, KOGO i DO CZEGO prowokował? Chyba kabewiacy strzelający do Żydów w owej kamienicy przy ul. Planty prowokowali jej mieszkańców, do podjęcia desperackiej obrony własnego życia. A żeby było dziwniej, to ofiarami mordu byli Żydzi na ogół wyznający wiarę mojżeszową, zaś wśród organizatorów "zza biurek" tej zbrodni byli ludzie różnych narodowości, w tym nie tylko Polacy, ale także Rosjanie i Żydzi.
#9 | widzącyzlublina dnia marzec 18 2007
13 lutego w lubelskim oddz IPN dr Śmietanka-Kruszelnicki AUTOR JEDNEGO Z ARTYKUŁÓW W książce IPN" Wokól pogromu kieleckiego" pod takim tytulem mial odczyt, w ktorym podobnie jak prof Jerzy R. Nowak roztrząsal: 1. ktory z dowódców lub oddzialow ówczesnego podziemia w Kielcach i okolicy mogl być odpowiedzialny za "pogrom" i wykazywał, że żaden gdyż albo już byli konfidentami UB albo wkrotce takimi zostali lub byli już wcześniej zlikwidowani.
2.czy "pogrom byl spontaniczny" jak to twierdzi Gross w ostatniej swojej książce- nie bo "wydarzenia" trwały 7 godzin i polegaly na ciągłym przebywaniu pod zasiedlonym przez Żydów z ZSRR budynkiem grupek a nie "40% mieszkańcow Kielc" czyli 20 tysięcy ludzi jak to twierdzi w swej przeznaczonej dla obcokrajowcow książce Gross. Taka ilość ludzi nawet nie miala się gdzie zgromadzić ze względu na malą powierzchnie ulicy.
3.organizacje inne jak np istniejący wówczas (w jakiś dziwny sposóCool "Związek polskiej mlodzieży antysemickiej" też nie mogły inspirować i dokonać pogromu (tym związkiem opiekowal się a ramienia UB Różański i prawdopodobnie sam go zorganizowal).
4 pod koniec "wydarzeń" do zamieszkiwanego przez gromionych Żydów domu weszli osobnicy w polskich mundurach i po przebraniu się w ubrania cywilne ostrzelali ludzi przed budynkiem po czym nastąpil "atak tłumu" w tym licznych funkcjonariuszy i wojskowych.
Na informacje, że żona Rożańskiego w Lublinie w 1944r sprowokowała konspirujących po "wyzwoleniu" żolnierzy AK "grupy Jemioly" (kilku byłych uczniów i dwu cichociemnych) do zabicia por UB Hersza Blanka jako wybitnego prześladowcę byłych żolnierzy AK. Wcześniej sama jako nowy żołnierz AK zostala bez wiedzy "Jemioly" zaprzysieżona przez raczej infantylnego jej członka koontrolowanego przez UB. Zamach na Cersza się udał lecz razem z nim zostal zabity drugi por UB jak sie okazało przywodca konspiracji w sonderkomando obozu śmierci w Sobiborze gdzie jakoby Hersz Blank też był powstańcem. Z książki Tomasza Blatta trzeciego powstańca i oficera UB wynika ,że Hersz Blank najprawdopodobniej był w Sobiborze capo o nazwisku Joseph Kopf i "antysemici z AK" ulegli kryptosjonistycznej prowokacji (później szybko skazani na śmierć za posiadanie broni i nke zgłoszenie się do WP). Dla czego nie analizuje się kto mogl korzystać na "pogromie Kieleckim", czy nie chodzilo o popędzanie "akcji alija" (podniesienie z diaspory do Palestyny"Wink blisko miliona Żydo z ZSRR przez bronowane granice Polski do Austrii. Po ZSRR nawet wychowankom NKWD Polska mogła wydawać się rajem.
Jedyną odpowiedzą było kategoryczne twierdzenie prowadzącego dyskusję pracownika IPN, że on wie wszystko o sprawie Hersza Blanka.
ZAMIAST ROZSTRZĄSAĆ MOŻLIWOŚCI LUB NIEMOŻLIWOŚCI WYKONANIA "POGROMU" PRZEZ POLAKÓW TRZEBA SIĘ ODWAŻYĆ NA ROZPATRZENIE TEGO POGROMU JAKO ZBRODNI SJONISTYCZNEJ (wowczas występowali jako antysemici lub kryptosjoniści).
Przebieg gromadzenia i prześladowania ludności żydowskiej w dystrykcie lubelskim początkowo jako w tymczasowym rezerwacie oraz przebieg "akcji Reinhardt" czyli "endlosungu" tej ludności do komor gazowych Belżca, Treblinki, Sobiboru (uśmiercono w tej akcji 2 miliony a w Oświęcimiu 1,8 miliona) rozpoczętej w czasie blitzkriegu gen Romla o Egipt, Palestynę i Madagaskar jako docelowy rezerwat "zdolnych do odnowy żydowstwa" wydaje się wkazywać, że "holocaust" też w pewnym stopniu był zbrodnią prowokacji sjonistycznej.
Brak takich analiz jest chyba świadectwem braku odwagi.
#10 | mak dnia luty 09 2007
Zamordowanie resztek Zydow ocalalych z masowej zaglady w rok po wojnie to HANBA nad HANBAMI, czego nie zrobil Hitler dokonczyli antysemici polscy! I na nic zda sie tu dzielenie wlosa na czworo! Zbrodnia jest zbrodnia! Ohydna, wstretna, nie do wymazania.

Aby dodac komentarz kliknij na plusik po prawej stronie


Powiadomienia

Podaj swój adres e-mailowy:

I bądź z nami na bieżąco

Wygenerowano w sekund: 1.36
4,983,901 Unikalnych wizyt
Tagi: Platforma / Donald Tusk / Rzad / Sejm / Afera w rzadzie
Polityka / Informacje / Gazeta Wyborcza / TVN / Media / Gospodarka / Plotki
Radio Maryja / TV Trwam / Telewizja Trwam / Nasz Dziennik