Jerzy Wiatr - Spuścizna stalinowskiego politruka
Sławomir
Wiatr był odpowiedzialny za niezwykle kłamliwą prounijną kampanię informacyjną.
Starannie "usypiał" Polaków co do zagrożeń dla polskich interesów narodowych
wynikających z fatalnie wynegocjowanych warunków wejścia Polski do UE. Zapytajmy
jednak, od kogo ten były sekretarz KC PZPR miał się nauczyć rozumienia potrzeby
obrony polskich interesów? Od kogóż miał się uczyć prawdziwego polskiego
patriotyzmu? Wątpię, czy od swego ojca Jerzego Wiatra, w połowie lat 90.
SLD-owskiego ministra edukacji, a w dobie stalinowskiej politruka niegodnie
wysławiającego Józefa Stalina, ludobójcę odpowiedzialnego za śmierć setek
tysięcy Polaków.
W wydanej w 1953 r. propagandowej pracy "Obiektywny charakter praw przyrody i
społeczeństwa w świetle pracy J.W. Stalina 'Ekonomiczne problemy socjalizmu w
ZSRR'" J. Wiatr do spółki z innym fałszerzem Z. Baumanem wychwalał już na
pierwszej stronie tekstu "ostatnią pracę Towarzysza Stalina" jako "potężną
dźwignię rozwoju wszystkich nauk, które z bezcennej skarbnicy stalinowskiej
filozofii czerpią i czerpać będą". Obaj stalinowscy propagandyści wysławiali pod
niebiosa "nieśmiertelne" wskazania Józefa Stalina, a zarazem chwalili
kierownictwo PZPR za zdemaskowanie w porę "kliki odchyleńców prawicowych".
Gorzko, a donośnie opłakiwał J. Wiatr śmierć Stalina, pisząc na łamach "Po
Prostu" w 1953 r.: "Dziś, gdy zabrakło wśród nas największego Człowieka naszej
epoki, Jego dzieła są nam jeszcze droższe i cenniejsze. Stają się one w coraz
większym stopniu busolą kierującą naszą pracą. Dzięki Stalinowi żyjemy w pięknej
epoce".
Minęło 13 lat od tego "wiekopomnego tekstu", a wierny komunistycznemu reżimowi
J. Wiatr zalecał w poradniku dla nauczycieli "Ideologia i wychowanie" (z 1965
r.): "Przestrzeganie internacjonalizmu ruchu socjalistycznego, a w obliczu
zagrożenia ze strony imperializmu kapitalistycznego przestrzeganie solidarności
z udzielaniem sobie wzajemnej pomocy - w razie potrzeby - również zbrojnej".
Nieprzypadkowo więc później tak chętnie usprawiedliwiał wojnę Jaruzelskiego
przeciwko swemu Narodowi - stan wojenny, a nawet przyrównywał Jaruzelskiego do
Piłsudskiego i Sikorskiego. Doszło nawet do tego, że publicznie domagał się w
gazetach, by "tępić tych, którzy ciągną nas do tyłu na drodze reform", czyli
ludzi "Solidarności" (!) (według "Gazety Wyborczej" z 1-2 czerwca 1996 r.).
Na tym tle tym ciekawszy wydaje się barwny incydent z jakże znamiennej
konfrontacji J. Wiatra w połowie lat 90. z byłym twardogłowym członkiem Biura
Politycznego KC PZPR generałem Mirosławem Milewskim. Jak pisano na ten temat w
"Życiu Warszawy" z 12 lutego 1996 r.: "Kogo w PZPR uważali Rosjanie w 1981 r. za
swoich wypróbowanych przyjaciół? - dopytywał kilka miesięcy temu generała
Mirosława Milewskiego szef sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej,
poseł SLD Jerzy Wiatr. - Na przykład pana - odpowiedział były szef MSW, symbol
PRL-owskich służb specjalnych, powiązanych z ZSRR. - No, ja nie byłem tak ważną
postacią - spłoszył się Wiatr".
Jako SLD-owski minister edukacji od lutego 1996 r. Wiatr wyraźnie próbował
dyskryminować religię w szkołach, wywołując tym protesty Episkopatu,
nauczycielskiej "Solidarności" i rodziców. Protestowano też przeciwko powołaniu
przez Wiatra jako eksperta dla swego resortu seksuologa Z.L. Starowicza. Wiatr
wywołał wówczas powszechne oburzenie, deklarując, iż rodzice nie mają prawa
decydować o tym, jaki program będą realizowali nauczyciele. Doszło do szeregu
demonstracji studentów i nauczycieli przeciwko Wiatrowi jako urzędującemu
ministrowi, a nawet do obrzucenia go jajami podczas wizyty na Uniwersytecie
Jagiellońskim. Wiatr posunął się do nazwania swych oponentów faszystami! (zob.
tekst M. Zdorta i M. Janowskiego w "Rzeczpospolitej" z 29 sierpnia 1996 r.).
Prezydent Kwaśniewski pospieszył za to z uhonorowaniem J. Wiatra Krzyżem
Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Nie wyjaśniono jednak, co
wspólnego z odradzaniem Polski miała rola J. Wiatra jako stalinowskiego
politruka i ideologa PZPR.
Syn agenta gestapo
Zapytajmy z kolei, czy ojciec Sławomira Wiatra - Jerzy Wiatr, miał od kogo uczyć
się patriotyzmu? Dziś wiadomo, że ojciec Jerzego Wiatra - inspektor szkolny
Wilhelm Wiatr, został zastrzelony za zdradę na rzecz gestapo z rozkazu zastępcy
szefa Kedywu Okręgu Warszawskiego AK Józefa Rybickiego. Oto, co pisał w tej
sprawie m.in. publicysta "Gazety Wyborczej" (nr z 1-2 czerwca 1996 r.) Jacek
Hugo-Bader: "Jurek Wiatr w czasie wojny tracił po kolei ojca, Boga, matkę i
wiarę w rząd polski. To było 22 maja 1943 r. wieczorem. Ktoś zapukał do drzwi.
Otworzył ojciec. Przeszli do pokoju. Po chwili padły trzy strzały. Pierwszy
wbiegł Jurek. Ojciec leżał na podłodze, obok kartka, że wyrok wykonano w imieniu
Polski Podziemnej (...). W 1988 r. kapitan Stanisław Sosabowski 'Stasinek'
opublikował swoje wspomnienia. Rozkaz wykonania wyroku na inspektorze szkolnym
Wiatrze otrzymał od dowódcy Kedywu Okręgu Warszawskiego AK płk. Józefa
Rybickiego 'Andrzeja'. Niemcy zmusili inspektora do wydania spisu nauczycieli,
którzy byli oficerami rezerwy. Wielu z nich trafiło potem do Oświęcimia.
'Stasinek', który znał inspektora od dziecka, relacjonuje: 'Pokazałem jednemu z
moich ludzi, gdzie mieszka inspektor. Zapukał do drzwi jako inkasent
elektrowni'".
Jerzy Wiatr w rozmowie z redaktorem "Wyborczej" zaprzeczył temu, że władze
podziemne wydały wyrok na jego ojca. Twierdził, iż był przekonany, że "ojca
zabili bandyci" (według "Gazety Wyborczej" z 1-2 czerwca 1996 r.). W numerze z
6-7 lipca 1996 r. "Gazeta Wyborcza" opublikowała jednak rozstrzygający całą
sprawę list córki zastępcy szefa Kedywu Okręg AK Warszawa Józefa Rybickiego -
Hanny Rybickiej. Pisała ona m.in.: "(...) przedstawiam poniżej stan sprawy w
świetle dokumentów zachowanych w Archiwum Akt Nowych i Wojskowego Instytutu
Historycznego. Wspomniane dokumenty wskazują, że wyrok na p. Wilhelmie Wiatrze
został wykonany w ramach akcji 'C' (czyszczenie), zarządzonej decyzją Komendy
Głównej AK. Jej celem było jednoczesne zdecydowane uderzenie w sieci agenturalne
policji niemieckiej" (podkr. - J.R.N.). H. Rybicka powołała się przy tym na
książkę Tomasza Strzembosza "Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1944" (wyd.
PIW 1978, s. 223-224). Powołała się również na przekazane wiosną 1943 r. szefowi
Kedywu KG AK płk. Emilowi Fieldorfowi ps. "Nil" pismo szefa Kontrwywiadu KG AK
Bernarda Zakrzewskiego, wymieniające wśród osób, które mieli zlikwidować - na 26
miejscu nazwisko podinspektora szkolnego w Warszawie Wilhelma Wiatra. Wspomnianą
listę płk Fieldorf przekazał 5 maja 1943 r. Komendantowi Okręgu AK Warszawa płk.
Antoniemu Chruścielowi "Madejowi" z adnotacją: "Przesyłam listę agentów gestapo
do jak najszerszego wykorzystania w ramach akcji 'C'". Według Rybickiej: "W
niedatowanym sprawozdaniu Komendy Okręgu AK Warszawa czytamy: 'Melduję wyniki z
akcji 'C' według listy otrzymanej z Kedywu. (...) 1... 2... 4. Wiatr Wilhelm dn.
22 V g. 18.30'". W ten sposób córka zastępcy szefa Kedywu Okręg Warszawa - Hanna
Rybicka, udowodniła fałsz twierdzeń J. Wiatra na temat powodów śmierci jego
ojca, agenta gestapo.
Kariera młodego Wiatra
Powróćmy jednak do potomka opisanych powyżej postaci, dziś najbardziej
"wsławionego" z klanu Wiatrów - Sławomira.
Sławomir Wiatr już od dzieciństwa uczulony był na przejawy "polskiego
antysemityzmu". W rozmowie z redaktorem "Gazety Wyborczej" uskarżał się: "Z
polskim antysemityzmem zetknąłem się przed rokiem 1968, w warunkach piaskownicy.
Byłem trochę poniewierany, tak wyglądało moje dzieciństwo na warszawskiej
Starówce i pierwszy etap uświadomienia sobie żydowskiego pochodzenia".
Od wczesnej młodości, wraz z rodziną bardzo wiele czasu spędzał w Wiedniu.
Przyszły agent PRL-owskiego wywiadu mógł w Wiedniu bardzo wiele się nauczyć.
"Wiedeń jest wtedy światową stolicą szpiegów. Roi się w niej od przedstawicieli
komunistycznych partii i dawnych partyzantek, a także rezydentów wywiadów państw
demokracji ludowej. Wszyscy żyli w braterskiej komitywie. Bywali u siebie i
biesiadowali. Moja lewicowość wyrastała tam, nie w Polsce" - mówi Sławomir Wiatr
(według tekstu J. Hugo-Badera o S. Wiatrze w "Gazecie Wyborczej" z 24 lipca 1996
r.). Ciągłe pobyty zagraniczne maksymalnie wyobcowały S. Wiatra z Polski i
uczyniły go prawdziwie obojętnym na jej interesy, jak to później okazał w toku
kampanii przedunijnej. Poczuł się straszliwie ukarany w 1973 r., gdy wyjątkowo
nie dostał paszportu z powodu nagłego politycznego podpadnięcia swego ojca.
"Całe nieszczęście polegało na tym, że musiałem spędzić w kraju wakacje po raz
pierwszy i chyba jedyny" - zwierzał się redaktorowi "Wyborczej".
Od KC PZPR do prounijnego wazeliniarstwa
Młody Wiatr szybko stał się bardzo aktywnym członkiem PZPR, awansując do rangi
sekretarza Komitetu PZPR na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Tam
"popisał się" niechlubnymi działaniami przy organizowaniu bojówek dla rozbijania
nielegalnie działającego tzw. latającego uniwersytetu. Bojówki zaczęły od
prowokowania awantur na nielegalnych wykładach, ale z czasem zaczęło dochodzić
nawet do ich rozbijania siłą. W drugiej połowie lat 80. Sławomir Wiatr należał
do szczególnie popieranej przez M.F. Rakowskiego i nagłaśnianej w mediach grupy
młodych aktywistów. Sam S. Wiatr zwierzał się o tamtych czasach: "Mieliśmy wolny
dostęp do 'Trybuny', radia i telewizji. Nie było dnia, żeby nas nie pokazywali w
telewizorze". W grudniu 1988 r. S. Wiatr - dzięki L. Millerowi - zostaje
kierownikiem wydziału KC PZPR. Szybko okazał się niebywale pomocny - dzięki
zmysłowi manipulatorskiemu - w czasie słynnej polemiki między młodymi
aktywistami partyjnymi a członkami uczelnianego NZS-u zorganizowanej w stołówce
KC. Cynicznie akcentował: "Spokojnie, towarzysz sekretarz odpowie na wszystkie
pytania, zwłaszcza na te, na które będzie chciał odpowiedzieć". W 1989 r. M.F.
Rakowski powołał go na sekretarza KC PZPR. Wszedł do Sejmu kontraktowego w 1989
r., ale w ciągu dwóch lat tylko raz odwiedził swoich wyborców (!).
Przegrana w wyborach 1991 r., gdy kandydował z listy SdRP, skłoniła S. Wiatra do
skupienia się na sprawach biznesowych, w których zyskał ogromnie korzystne
wsparcie partyjne. Wiele mówiące pod tym względem były uwagi w cytowanym już
wcześniej tekście J. Hugo-Badera w "Wyborczej": "Sławomir Wiatr zakłada firmę
Mitpol. Jego wspólnikami są adwokat Mirosław Brych, przyjaciel Ireneusza Sekuły,
obrońca Bagsika, oraz Krzysztof Ostrowski, zastępca kierownika wydziału
zagranicznego KC PZPR. Ostrowski, jak pisał tygodnik 'Wprost', był jednym z
tych, którzy w 1988 r., kiedy PZPR zwątpiła już we własną przyszłość, wydali
zarządzenie nakazujące przelanie partyjnych zasobów dewizowych z kont w PKO BP
na konta w renomowanych bankach zachodnich. 'Wprost' utrzymuje, że przynajmniej
część tych pieniędzy przejęła potem SdRP, zapoczątkowując budowę potęgi
finansowej partii (...). Mitpol wprowadził na polski rynek ogromny austriacki
koncern Billa. Powstaje firma Billa Polen (znana z sieci supermarketów - J.R.N.).
(...) W Billa Polen, obok Mitpolu i Billi austriackiej, udziały ma austriacka
firma Polmarck, której głównymi udziałowcami są Andrzej Kuna i Aleksander
Żagiel. Firmą Kuny i Żagla interesują się polska prokuratura i UOP w związku z
nadużyciami w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. W maju 1993 r. Zarząd
¦ledczy UOP badał dokumenty Polmarcku i Billi w warszawskim sądzie rejonowym.
Z ustaleń sejmowej komisji zajmującej się sprawą Oleksego wynika, że na terenie
Polski w firmie Polmarck zatrudniony był pułkownik rosyjskiego wywiadu Władimir
Ałganow, który prowadził informatora o kryptonimie 'Olin' (...)".
Znalazł "odpowiednie" wytłumaczenie dla zatrudnienia w Polmarcku szpiega
Ałganowa. "Skąd mogłem to wiedzieć? - mówił. - Dopiero zaczynałem biznes, nie
miałem doświadczenia. Nie mogłem żyć i pracować z założeniem, że wszyscy wokół
nas to potencjalni przestępcy" (według "Rzeczpospolitej" z 4 lutego 2002 r.).
Ciekawe, że szereg firm, w których pracował S. Wiatr, deklarowało wysokie
poniesione straty (Mitpol w 2000 r. - 121,7 tys. zł straty, Alpine Polska -
ponad 210 tys. zł straty na początku 2000 r., stworzona przez S. Wiatra w 1995
r. Press Service - ponad 250 tys. zł straty pod koniec grudnia 1999 r.). Pomimo
tych niepowodzeń Wiatrowi zapewniono w 2000 r. miejsce w Radzie Nadzorczej BRE -
m.in. obok byłego szefa UOP Gromosława Czempińskiego i biznesmena Jana Kulczyka.
W świetle powyższych faktów trudno nie zgodzić się z wysuniętą przez Antoniego
Lenkiewicza oceną: "Droga życiowa i obecna pozycja 'biznesowa' towarzysza Wiatra
Sławomira, najzupełniej jednoznacznie świadczy o tym, że od wczesnego
dzieciństwa (urodzony w 1953 r.) należał do rozpieszczonych i gruntownie
zdemoralizowanych bachorów PRL, że był i pozostał bezideowym karierowiczem, że w
polityce nie jest bynajmniej na uboczu, lecz na sztabowym stanowisku w SLD".
Jako pełnomocnik rządu ds. informacji europejskiej S. Wiatr należy do osób
szczególnie odpowiedzialnych za potulne przyjmowanie warunków dyktowanych Polsce
przez UE. Otwarcie deklarował na łamach "Tygodnika Powszechnego" z 9 czerwca
2002 r., że "strategia tzw. twardych negocjacji to bzdura".
W roli pełnomocnika rządu ds. informacji europejskiej dopuścił się również
ogromnej biznesowej "stronniczości", łagodnie mówiąc. Wielka część opozycji
sejmowej domagała się jego dymisji po przedziwnym, skandalicznym wręcz przetargu
na produkcję filmów "Unia bez tajemnic", promujących wiedzę o Unii Europejskiej.
Wygrała go Agencja Z&T, której współzałożycielem i dawnym udziałowcem był
rzecznik rządu Michał Tober. Przetarg był dziwnie uproszczony i przeprowadzony w
ekspresowym tempie, przy udziale zaledwie pięciu firm, z pominięciem licznych
innych, dużo bardziej renomowanych. Zwycięzcą została bardzo mała firma, ale z
udziałami SLD-owskiego instytutu. Jak fatalne knoty propagandowe produkowała,
każdy pamięta. Ważne, że znowu zarobili "kolesie".
Prawdziwym ciosem dla S. Wiatra stała się konieczność ujawnienia w sierpniu 2002
r. tego, że był tajnym i świadomym współpracownikiem służb specjalnych PRL. W
pierwotnym swoim oświadczeniu na ten temat skłamał. Wiedział o tym premier
Miller, ale mimo to mianował S. Wiatra na stanowisko ministerialne (według B.
Wildsteina w "Rzeczpospolitej" z 7 października 2002 r.). I tak to jakoś dziwnie
zamknęło się koło: od agenta gestapo Wilhelma Wiatra do agenta wywiadu PRL-u
Sławomira Wiatra. Ciekawe, że nawet tak niechętna lustracji "Gazeta Wyborcza"
przyznawała w tekście Piotra Stasińskiego z 30 sierpnia 2002 r.: "(...) to
wszystko nie oznacza, że ludzie, którzy przyznali się do współpracy ze służbami
specjalnymi PRL, mają się teraz hurmem pchać na wysokie stanowiska w państwie.
Ich bezwstydu i braku pokory nie powinien w żadnym razie pieczętować
demokratyczny rząd. Co innego tolerować ludzi związanych ze służbami specjalnymi
PRL, a co innego obdarzać ich przywilejami, awansować i popierać (...). A już
zupełnie nieodpowiedzialne jest powierzanie im funkcji politycznych o kluczowym
znaczeniu dla kraju. Taką sprawą jest promocja Unii Europejskiej".
prof. Jerzy Robert Nowak
Fragment książki "Czerwone dynastie", Wydawnictwo MaRoN 2004.