Adam Michnik - załgany rodowód
Jarosław
Kaczyński, opisując kiedyś zachowanie Michnika, podkreślał jego niebywałą
skłonność do kłamstwa, to, że potrafi łgać w żywe oczy, dosłownie iść w zaparte.
Trzeba przyznać, że szczyt łgarstwa osiąga Michnik już przy najnowszych opisach
rodowodu swojej rodziny, kiedy na przykład stara się maksymalnie wybielić postać
swego ojca Ozjasza Szechtera, członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii
Zachodniej Ukrainy. Pisze o nim, że czuł się on jak "absolutnie polski Polak"
("Między panem a plebanem", Kraków 1995, s. 50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie,
czego ten "absolutnie polski Polak" szukał w Komunistycznej Partii Zachodniej
Ukrainy i jak zawędrował na sam jej wierzchołek z tą swą rzekomą "dumą z
polskiej tożsamości" (tamże, s. 50).
Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie dążyła do
rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do już
rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że według
książki H. Piecucha "Akcje specjalne" (Warszawa 1996, s. 76), ten "absolutnie
polski Polak" Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy w Polsce.
I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem i innymi w
skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.
Według najlepszego jak dotąd opracowania dziejów przedwojennych komunistów pióra
Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter, bardzo znany działacz KPZU,
został aresztowany wraz z grupą innych działaczy KPZU jesienią 1930 r. Jak pisze
Reguła: "Oskarżeni sypali innych towarzyszy partyjnych (...). Przodowali w tym
komuniści, zajmujący stanowiska kierownicze (...). Okazało się, że ci
bohaterowie byli skończonymi tchórzami" (J.A. Reguła, Historia Komunistycznej
Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w wywiadzie z Danielem
Cohn-Benditem stwierdził: "Mój ojciec był bardzo znanym działaczem
komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po wojnie nie
odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać" (cyt. za: L.
Żebrowski, Paszkwil "Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem Żebrowskiego
(op. cit., s. 35): "Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z powodu zaszłości
nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych". Ze zwierzeń Michnika w "Polityce
Polskiej" dowiadujemy się również, że od ojca już w pierwszych rozmowach
otrzymał "niezwykle mocny zastrzyk myślenia antyreżimowego". Był to rzeczywiście
"mocny" zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości w działaniu
przez lata w komunistycznym "czerwonym harcerstwie" walterowców, a jeszcze
podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, że jest komunistą!
Brat - morderca sądowy
W "Między panem a plebanem" (op. cit., s. 50) znajdujemy kolejne łgarstwo
Michnika o ojcu: "Przez wszystkie lata bardzo konsekwentnie unikał peerelowskiej
kariery". Jak więc wytłumaczyć piastowanie przez Ozjasza Szechtera w czasach
stalinowskich stanowiska zastępcy redaktora naczelnego skrajnie serwilistycznego
organu związków zawodowych - "Głosu Pracy" (od 1 stycznia 1951 r. do 11 marca
1953 r.). Ciekawe, że szefem Szechtera w tej gazecie kadłubowych związków
zawodowych był Bolesław Gebert, ojciec obecnego podwładnego Michnika - Dawida
Warszawskiego (Geberta).
Wpływ wychowawczy "wielkiego antykomunisty" Ozjasza Szechtera jakoś nie
zaszkodził w PRL-owskiej karierze starszego brata Adama - mordercy sądowego
Stefana Michnika. Należy on do grupy stalinowskich katów, którzy winni
odpowiadać przed sądem Rzeczypospolitej za zbrodnie przeciwko Narodowi
Polskiemu. Prezes Sądu Najwyższego Adam Strzembosz pisał na łamach
"Rzeczpospolitej" (z 18 marca 1996 r.) o kapitanie Stefanie Michniku jako
członku jednej z dwóch grup sędziów najbardziej odpowiedzialnych za mordercze
wyroki. Był on bowiem członkiem grupy sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w
sprawach, w których doszło później do pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób
skazanych na śmierć.
Jeszcze jako młody podporucznik Stefan Michnik został dopuszczony do sądzenia
spraw oficerów dużo wyższych od niego stopniem. Niejednokrotnie wchodził do
składów sędziowskich w warszawskim Wojskowym Sądzie Rejonowym, który miał
najwięcej spraw "ciężkiego kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywiście
spraw całkowicie sfabrykowanych. Wyrokował w tzw. sprawach tatarowskich.
Stefan Michnik nie zawiódł pokładanego w nim zaufania. Sądził tak, jak od niego
oczekiwano, nieuczciwie i bezwzględnie, wydając surowe wyroki, w tym wyroki
śmierci na osoby całkowicie niewinne. I został za to dobrze wynagrodzony,
awansując w 1956 r. w wieku zaledwie 27 lat do stopnia kapitana. Jako
podporucznik był sędzią wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach majora
Zefiryna Machalli, pułkownika Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego
Lewandowskiego, pułkownika Stanisława Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza,
pułkownika Romualda Sidorskiego, podpułkownika Aleksandra Kowalskiego (por.
"Dokumenty. Mieczysław Szerer. Komisja do badania odpowiedzialności za łamanie
praworządności 10 czerwca 1957", paryskie "Zeszyty Historyczne", 1979, nr 49, s.
156-157, i J. Poksiński, My sędziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276).
Wydał w tych procesach surowe wyroki, w tym kilka wyroków śmierci.
10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na śmierć przez Michnika
majora Zefiryna Machallę (został zrehabilitowany pośmiertnie 4 maja 1956 r.).
Stefan Michnik wydał wyroki śmierci również na byłego polskiego attaché
wojskowego w Londynie, pułkownika M. Chojeckiego i na majora J. Lewandowskiego.
Ci mieli więcej szczęścia, wyroku nie wykonano. W przypadku płk. Chojeckiego
zadecydowało to, że wiceminister MBP Romkowski chciał wykorzystać Chojeckiego
jako świadka w innym procesie. Dzięki temu Chojecki dożył 1956 r., a 28 marca
1956 r. jego sprawa została umorzona z powodu całkowitego braku dowodów winy. 8
grudnia 1954 r. zmarł, niecały miesiąc po udzieleniu mu przerwy w odbywaniu kary
więzienia, skazany przez Michnika na 13 lat więzienia płk Stanisław Wecki, były
wykładowca Akademii Sztabu Generalnego, przez dwa lata więzienia torturowany,
pośmiertnie uniewinniony (por. J. Poksiński, TUN, Warszawa 1992 r.). Ciężkie
przejścia więzienne przyspieszyły śmierć innego skazanego przez Michnika (na 12
lat więzienia) płk. Romualda Sidorskiego, byłego naczelnego redaktora "Przeglądu
Kwatermistrzowskiego". W marcu 1955 r. ze względu na bardzo zły stan zdrowia
udzielono mu przerwy w odbywaniu kary; zmarł wkrótce. Został pośmiertnie
zrehabilitowany 25 kwietnia 1956 r.
Wyroki śmierci w głośnych sprawach wysokich oficerów z grupy generała Tatara
wcale nie były jedynymi wyrokami śmierci, które orzekł Stefan Michnik. Tylko że
te inne wyroki - w sprawach oficerów podziemia niepodległościowego, są dużo
mniej znane. Tak jak podpisany przez Stefana Michnika wyrok śmierci na majora
Karola Sęka, który miałem możliwość oglądać w listopadzie 1994 r. na wystawie na
UMCS w Lublinie, uczestnicząc tam w panelu na temat "Żołnierzy wyklętych" (tj.
żołnierzy polskiego niepodległościowego podziemia po 1944 r.). Major Karol Sęk,
artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer Narodowych Sił
Zbrojnych, został stracony z wyroku sędziego wojskowego Stefana Michnika w 1952
r.
Stefan Michnik "niewiele rozumiał, ale podpisywał wyroki śmierci i czuwał nad
ich wykonaniem". A były to wyroki godzące w najlepszych polskich patriotów. Tak
jak w przypadku kierowanego przez Stefana Michnika wykonania wyroku śmierci na
wspaniałym polskim patriocie Andrzeju Czaykowskim, cichociemnym, powstańcu
warszawskim, zastępcy dowódcy połączonych baonów "Oaza-Ryś" na Mokotowie i
Czerniakowie. Odznaczonym za bohaterstwo w walce z Niemcami Krzyżem Virtuti
Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 października 1953 r. pod nadzorem
porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra P. Jakuckiego,
"Zamordowany za patriotyzm", "Gazeta Polska", 20 października 1994 r.).
Hańba domowa
Myślę, że sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza, stanowi jeden z kluczy,
wyjaśniających ciągły flirt Adama Michnika z komunistami po czerwcu 1989 r.
Chodziło o łączący go z nimi równie głęboki strach przed rozliczeniami i pełnym
pokazaniem "hańby domowej" czy "hańby rodzinnej". Mając stalinowskiego kata w
rodzinie, Michnik robił wszystko, aby nie doszło do prawdziwych rozliczeń ze
zbrodniami komunizmu, opublikowania ksiąg hańby, bo uznał to za niezwykle groźne
dla własnej legendy.
Przypomnę tu, że Adam Michnik usprawiedliwiał wyroki wydawane przez swego brata
(nigdzie nie podając jednak, że chodziło o wyrok śmierci) tym, że: "Kiedy
zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który
niewiele rozumiał z tego, co się działo" ("Między panem...", s. 48). Wyjaśnijmy
więc, że młody porucznik Stefan Michnik gorączkowo rwał się do sądzenia w
sfabrykowanych procesach wojskowych nad dużo wyższymi od niego stopniem majorami
czy pułkownikami, bo widział w tym szansę błyskawicznego przyspieszenia swojej
kariery. I rzeczywiście uległa ona radykalnemu przyspieszeniu - już w wieku 27
lat awansował na kapitana.
Przy obrazie rodowodu Adama Michnika warto wspomnieć również o roli jego matki,
zaangażowanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie wsławiła się
głównie dogmatycznymi podręcznikami, zalecającymi m.in. jak najskuteczniej
walczyć z religią katolicką. Oto przykładowy fragment jej zaleceń zamieszczony w
"Komentarzu metodycznym dla klasy IX ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej
stopnia licealnego" do podręczników: E. Kosiński "Historia wieków średnich", A.W.
Jefimow "Historia nowożytna", S. Missalowa i J. Schoenbrenner "Historia Polski",
Warszawa 1953 r.: "(...) Nie wystarczy np. powiedzieć, że Kościół był główną
podporą feudalizmu, lecz trzeba to udowodnić. Udowadniać będziecie w ten sposób:
Kościół był główną podporą feudalizmu, ponieważ: 1) głosił, że władza królewska
pochodzi od Boga, a więc poddanym nie wolno się buntować; 2) głosił wieczność
feudalizmu i zasady nierówności społecznej; 3) stosował klątwę kościelną i karał
wszystkich występujących przeciwko nierówności społecznej; 4) urządzał krucjaty
przeciwko ruchom ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji, husytom w
Czechach itd.; 5) zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona panujący ustrój (np.
potępienie nauki Kopernika, Galileusza itd.); 6) przez hasło 'błogosławieni
maluczcy duchem' utrwalał ciemnotę i zacofanie mas ludowych; 7) głosząc, że ci,
którzy cierpią na tym świecie, będą zbawieni po śmierci, rozbrajał rewolucyjną
walkę mas ludowych" itd. Adam Michnik twierdził, że jego matka wywodziła się z
"całkowicie spolonizowanej żydowskiej rodziny", pisał o jej "całkowitej
identyfikacji z polskością" ("Między panem...", s. 46-47). Nie wyjaśnił tylko,
jak pod opieką takich patriotycznych rodziców - ojca jakoby absolutnie
"polskiego Polaka" i matki "całkowicie identyfikującej się z polskością" - on
sam już w młodości stał się narodowym nihilistą ("Między panem...", s. 91).
Pisał sam o sobie, że był narodowym nihilistą i rzekomo przestał nim być po
marcu 1968 r.
Komunistycznemu rodowodowi Michnika towarzyszyły odpowiednie splendory -
wielkie, eleganckie mieszkanie w gęsto obsadzonej przez zaufanych towarzyszy z
partyjnej i bezpieczniackiej elity Alei Przyjaciół w Warszawie, dokładnie w tym
samym domu, w którym mieszkał były stalinowski minister bezpieczeństwa Stanisław
Radkiewicz (por. "Wprost", 22 listopada 1991 r.).
prof. Jerzy Robert Nowak
Fragment książki "Czerwone dynastie", Wydawnictwo MaRoN 2004.
Więcej informacji znajdziesz w artykule Adam Michnik 'Eurołgarz'