Wiatraki elektryczne. Ziemia moja, ale już nie moja
Rolnicy w północnej i zachodniej Polsce podpisują niekorzystne umowy na dzierżawę ziemi pod elektrownie wiatrowe. Gdyby chcieli wycofać się z kontraktu, ryzykują utratę dorobku całego życia Ponad dwa tysiące euro rocznie z tytułu dzierżawy ziemi - to argument, który przekonuje rolników do podpisywania umów przedwstępnych na oddanie części swoich gruntów pod budowę elektrowni wiatrowych. Tymczasem taka umowa może ich doprowadzić do bankructw i utraty gospodarstw. Rolnicy w wielu regionach Polski już takie umowy pozawierali, a teraz nie wiedzą, jak wydostać się z pułapki. Prawnicy radzą tym, którzy dostali podobne dokumenty do podpisania, aby tego nie robili. Dzierżawcy mają jeden wzór umowy dla wszystkich kontrahentów i nie chcą ich zmieniać. Niewykluczone, że cała operacja może służyć skupowaniu ziemi przez zagraniczne firmy.
Fermy wiatrowe budowane są już m.in. na Pomorzu, ale przedstawiciele firm energetycznych szukają gruntów pod nowe inwestycje w zachodniej Polsce, jak również w północnych regionach kraju. Na terenie północnego Mazowsza oraz Warmii i Mazur aktywna jest zwłaszcza spółka Nowa Energia z Gdyni, która podpisała przedwstępne umowy z rolnikami przynajmniej w kilku gminach. Firma chciałaby budować fermy wiatrowe m.in. pod Nidzicą, Ciechanowem i Przasnyszem. Spółka Nowa Energia okazała się na tyle skuteczna, że w niektórych wsiach umowy o dzierżawie gruntu podpisywali niemal wszyscy rolnicy, którym to zaproponowano. Dopiero teraz właściciele gospodarstw zorientowali się, czym może grozić taka umowa.
Bo czynsz ma być wysoki
Rolnicy, którzy podpisali umowy, nie chcą się wypowiadać pod nazwiskiem, bo w umowie znalazł się zapis, że jej treść ma być zachowana w tajemnicy. I teraz boją się, że gdyby oficjalnie się poskarżyli, to mogliby zostać pozwani do sądu. Ale z ich opisów widać, że Nowa Energia wykorzystała naiwność tych osób i ich brak znajomości prawa. - Podpisałem umowę, bo obiecano mi, że będę dostawał bardzo duży czynsz w wysokości 2,4 tys. euro rocznie - usłyszeliśmy od jednego z rolników. - To nawet teraz ponad 7 tys. złotych. Dla mnie to ogromna suma - dodaje. Ale wielu rolników liczy na otrzymywanie o wiele większych pieniędzy, bo na ich gospodarstwach miałoby stanąć nawet kilka wiatraków. Jeden ma zajmować grunt o powierzchni nie większej niż 1 hektar. Ale nie zwrócili uwagi na zapis w umowie, że 2,4 tys. euro dzierżawy przysługuje nie za jeden wiatrak, ale za jeden megawat zainstalowanej mocy. I te, na razie wirtualne pieniądze, działają na wyobraźnię, bo często dochody z dzierżawy byłyby wyższe od tych osiąganych z produkcji rolniczej. - Przychodzili do nas młodzi, elegancko ubrani ludzie, wygadani i robili wodę z mózgu. Roztaczali przed nami piękne wizje, jak to wszystkim będzie dobrze, i umowy podpisywaliśmy - opowiada inny z rolników, który także zgodził się na dzierżawę części swoich gruntów. Ogromnym atutem oferenta w oczach rolników było i to, że umowa ma obowiązywać przez 30 lat i przez tyle lat rolnicy mieliby dostawać pieniądze.
Prawnik Andrzej Godlewski, któremu pokazaliśmy treść umowy podpisywanej przez Nową Energię z rolnikami, mówi bez ogródek: gdyby mi ktoś taką umowę dał do podpisania, to bym jej nie podpisał. Dlaczego? - Przede wszystkim przeraziła mnie wysokość kary umownej. Jeśli rolnik z jakichś powodów, nawet losowych, chciałby odstąpić od umowy, to grozi mu kara umowna w wysokości 900 tys. zł - odpowiada prawnik. - Z tego, co wiem, to niewielu rolników może się pochwalić gospodarstwami, które mają taką wartość. Większość musiałaby oddać komornikowi swoją ziemię i budynki gospodarcze, a i tak zabrakłoby im na spłatę kary - podkreśla.
A możliwości żądania odszkodowania są bardzo duże.
Nasz rozmówca podkreśla, że z przedwstępnej umowy wynika, iż umowa notarialna o dzierżawie gruntu pod elektrownie wiatrowe ma zostać zawarta najpóźniej do końca 2010 roku. Ale już teraz rolnicy mają ograniczone możliwości nie tylko dysponowania ziemią, ale i prowadzenia inwestycji w gospodarstwie. Zgodnie z umową nie mogą np. stawiać żadnych budynków gospodarczych w odległości 600 metrów od projektowanej elektrowni, nawet jeśli dany grunt nie podlega dzierżawie. Jeśli już rolnik będzie chciał postawić oborę lub stodołę, to nie może ona mieć więcej niż 8 metrów wysokości i nie może być zlokalizowana dalej niż 50 metrów od istniejących zabudowań. Gdyby te zapisy złamali, grozi im 990 tys. zł kary.
- Dlatego namawiałbym rolników, by nie podpisywali umów w takim kształcie. Chyba że udałoby się komuś wynegocjować lepsze warunki. Ale w tym celu rolnik musiałby wynająć prawnika, co oczywiście kosztuje - podsumowuje Godlewski. Podkreśla, że rolnikowi wiąże ręce już fakt, iż treść umowy przedwstępnej jest wpisywana do księgi wieczystej i przez to dzierżawca blokuje rolnikowi możliwość dysponowania działką, a dzierżawca uzyskuje prawo do jej pierwokupu. Poza tym rolnicy nie zwracają uwagi na to, że oddają nie tylko grunt pod budowę wiatraków, ale również muszą zapewnić teren pod drogi dojazdowe do instalacji. Podpisując umowę, zgadzają się także na to, iż inwestor będzie miał prawo przekopać jego ziemię, aby wybudować choćby linię energetyczną, którą będzie przesyłany prąd. Ale nie zapisano, że np. trzeba z rolnikiem ustalić, którędy taka linia będzie przebiegać. Gdy zaś podczas budowy wiatraków powstaną szkody w uprawach, kwota odszkodowania ma być ustalona polubownie. Jeśli rolnik się nie zgodzi na propozycję firmy energetycznej, to straty oszacuje rzeczoznawca, ale taki, którego wskaże... dzierżawca.
Kto skupuje?
Umowy nie podpisał Jan Maciejewski, rolnik spod Ciechanowa. - Miałem na to ochotę, ale ziemię ma przejąć wkrótce córka z zięciem i najpierw im o tym powiedziałem. Córka od razu zabroniła mi podpisywać umowę, bo przestraszyła się właśnie tych wysokich kar - tłumaczy rolnik. - I najpierw poszła do radcy prawnego, a ten także odradził nam zawieranie umowy - dodaje.
Swojego podpisu na dokumencie nie złożyli także rodzice Grażyny Michałowskiej, posiadający gospodarstwo rolne w okolicach Nidzicy. - Dobrze, że akurat przyjechałam w odwiedziny do rodziców, gdy zjawili się panowie z firmy energetycznej. Opłata za dzierżawę była kusząca, ale zrezygnowaliśmy, gdy chcieliśmy wprowadzić korekty do umowy przedwstępnej i nam tego odmówiono. Uznałam wtedy, że jest to podejrzane i nie warto się w to pakować - opowiada kobieta.
Firmy, które szukają ziemi pod elektrownie wiatrowe, nie są znane rolnikom, niewiele też można się dowiedzieć od ich przedstawicieli. Na stronach internetowych trudno też doszukać się informacji, kto jest właścicielem spółki, czy jest to podmiot krajowy, czy zagraniczny. Z nieoficjalnych informacji wynika, że takimi inwestycjami w Polsce są zainteresowane firmy niemieckie, które mogą wykorzystywać polskie podmioty do skupowania gruntów pod elektrownie. To być może dlatego w wielu umowach, jakie otrzymali rolnicy, jest zapis, że "wydzierżawiający wyraża zgodę na przeniesienie przez dzierżawcę praw z niniejszej umowy przedwstępnej oraz umowy przyrzeczonej na inny podmiot". Tylko jaki to będzie "podmiot"? Tego umowa nie precyzuje. Tymczasem tylko "Nowa Energia", jak informuje na swoich stronach internetowych, ma podpisane porozumienia obejmujące kilkanaście tysięcy hektarów gruntów. Inne spółki też nie próżnują.
Problemy dopiero będą
Inżynier Bogusław Kulesza twierdzi, że rolnicy nie wiedzą, na co się zdecydowali, podpisując umowy na dzierżawę ziemi. - I nie chodzi mi o względy finansowe - zastrzega. - Oni po prostu sobie nie zdają sprawy, co to jest elektrownia wiatrowa - mówi Kulesza. Od kilku lat mieszka on i pracuje w Niemczech, gdzie postawiono już tysiące wiatraków. - Można dyskutować, czy te instalacje szpecą, czy nie krajobraz. O wiele ważniejsze jest to, że życie w pobliżu takich urządzeń jest uciążliwe. Chodzi przede wszystkim o hałas. Nie wiem, jak daleko będą stały wiatraki od zabudowań rolników. Ale jeśli będzie to mniej niż dwa, trzy kilometry, to naprawdę nikomu nie życzę życia w takim sąsiedztwie - tłumaczy nasz rozmówca. A rolnicy utrzymują, iż nikt im o tych zagrożeniach nie mówił. Bogusław Kulesza dodaje, że uciążliwość dla mieszkańców będzie jeszcze większa, gdy w ich sąsiedztwie powstanie nie pojedyncze urządzenie, ale cała ferma wiatrowa obejmująca np. kilkanaście lub kilkadziesiąt wysokich nawet do 150 metrów wiatraków. A taka ferma zajmuje obszar nawet kilkuset hektarów. - Nikt nie kwestionuje korzyści, jakie ma gospodarka z wykorzystania energii z wiatru, ale takich elektrowni nie można stawiać w pobliżu ludzkich siedzib - podkreśla Kulesza. Może być więc i tak, że za kilka lat wybuchną protesty rolników, którym będzie przeszkadzało sąsiedztwo ferm wiatrowych, ale wtedy będzie za późno.
Komentarz na temat umów zawieranych z rolnikami chcieliśmy uzyskać w firmie Nowa Energia. Jej przedstawiciel był gotów udzielić odpowiedzi, ale pod warunkiem przesłania nie tylko naszych pytań, lecz również treści artykułu, który miał się ukazać w "Naszym Dzienniku". Krzysztof Losz
Dodane z ND dnia 05/08/2008 0 Czytaj-komentuj-oceń ˇ 3402 Czytań
Nasze artykuły zostały przeczytane 1505295 razy. Dziękujemy!
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Komentarze - za ich treść redakcja nie odpowiada
soniadnia 09/08/2008
szanowny Redaktorze,POruszasz BARDZO ważny temat,
nie wiem jak...ale uważam,że tą sprawę należy MOCNO
nagłośnić..............
ku przestrodze...naiwnych rolników....pózniej nie będzie
już po co,poprostu
ludzie stracą
i ziemię....i swoje gospodarstwa.............Dlaczego utajnione
informacje.?.(.zapis w umowie)skoro
wszystko jest lege artis?
TO już było....banki,nfi ..i młodzi ludzie w garniturach
a POtem rozpacz ....i zgliszcza.....................
PRAWNICY,ale ci prawdziwi
powinni się natychmiast włączyć,poki
nie jest za póżno
soniadnia 11/08/2008
a jednak ludziska się obudziły
wczoraj w telewizornii,któciutko mignęła informacja,ze ludzie zbierają podpisy w spr....?wiatraków...ino było TAK krótkie, ze nie wszyscy zwrócili uwadagę....zawsze TO już jednak COŚ
a obrazek obok i tytuł...są SUPER....nie pozwólmy,by sprawę
ZAPOMNIANO....
Malgosiadnia 07/09/2008
Bardzo ciekawy artukul, zgadzam sie z przedmowczynia, ze ludzie powinni byc poinformowani, bo to nie jest dla nich korzystne. Czy dla innych jest korzystne, dla wilelu niestety tak, a przynajmniej tak mysla - ze zarobia na tej energii, ze ludzie sie wzbogaca i beda wiecej konsumowac tej energii, nawet ci rolnicy. A z drugies strony? Brak upraw w miejsce wiatrakow co bedzie oznaczac? Ze energia z wiatrakow bedzie skonsumowana na transport plodow rolnych, na przyklad jablek, ziemniakow, bo porzeczki czerownej czy agrestu jzu nie bedzie bo nikt nie bedzie jej uprawial. Wiec czy to jest madre? Czy ktos mylsi o kosztach alternatywnych? Dlaczego mamy importowac jablka i pomidory ( o watpliwych walorach) z Hiszpani i Danii. To wszytko bedzie mialo wplyw ogromny na JAKOSC naszej zywnosci, znaczy sie zycia. Jedynie co moge zrobic to doradzic na zapas rolnikow, zeby sie zastanowili i poradzili, pra wnika i nie tylko, moze Boga, jesli sa wierzacy czy dobrze robie ( :) ) bo to jest wielki przekret moim zdaniem.
Zbigniewdnia 15/09/2008
Witam, pracuje w firmie wiatrowej, ale chce podkreślić iż jest to tylko polska firma. U nas zawsze się negocuje umowy i zalecamy konsultacje z prawnikami (nie naszymi). Każdy element może być ustalony dla dobra Rolnika oraz Naszej Firmy.
Firmy z kapitałem niemieckim faktycznie "blokują" ziemię i nie mają pojęcia o budowie farm wiatrowych i nie dbają o dzierżawiony grunt i środowisko.
Nie wszystkie firmy działaja ze szkodą dla właścicieli ziem!
PSAK - garść informacji nt zmian klimatu w Polscednia 15/10/2008
Może trochę nie na temat ale skoro mówimy o źródłach ciepła, to pozwolę sobie podać troszeczkę info n/t klimatu w ciągu ostatnich 300 lat.
W Warszawie systematycznie prowadzone są obserwacje temperatury od 1779 roku, dane wcześniejsze są przybliżone ale dość dokładnie /m.in.na podstawie Berlina i innych stacji meteo, w tym także na terenie Polski/.
ŚREDNIA ROCZNA TEMPERATURA DLA WARSZAWY 7,7 C
NAJNIŻSZA: 4,7 rok 1829, 5,0 rok 1740,
NAJWYŻSZA: 10,0 rok1756, 9,6 rok2000, 9,6 rok2007, 9,5 rok1934
NAJZIMNIEJSZE M-CE: STYCZEŃ 1709/-15,0/,GRUDZIEŃ 1788/-14,8/
LUTY 1929/-13,7/.
NAJCIEPLEJSZE M-CE: LIPIEC 1757/+23,5/,SIERPIEŃ 1807/+23,4/
LIPIEC 2006/+23,1/ - oczywiście są to średnie miesięczne.
Z danych wynika że rozdmuchiwane w mediach obecnie totalne ocieplenie to ściema, lub przynajmniej gruba przesada.
W dodatku wiadomo, że w Polsce w latach ok.950-1200 klimat był jeszcze cieplejszy niż obecnie.
Po 1750 roku w Europie środkowej nastąpił nagły, choć przejściowy wzrost średniej temperatury. I tak np. zima 1755/56 okazała się najcieplejsza w historii, tak samo czerwiec 1756. Również lipiec1756 i wrzesień1756 były tak upalne, że przez ostatnie 300 lat tylko kilka razy zdarzyły się cieplejsze lipce, czy wrześnie.
Wielu klimatologów uważa że tzw optimum klimatyczne potrwa do ok.2013r., potem niezależnie od emisji CO2 w skali nie tylko Europy ale i świata wskutek osłabienia aktywności słońca nastąpi stopniowe ochłodzenie
Piszę o tym w kontekście przewidywanych ograniczeń emisji gazów cieplarnianych w przyszłości. Musimy chronić przyrodę, ale bez przesady, dymiące fabryki - jest ich coraz mniej, większy problem to samochody. No i w tym kontekście przejście na geotermię i w mniejszym stopniu,choć także na wiatraki jest uzasadnione.
Zdzislawdnia 19/11/2008
Bardzo pouczajacy artykol.To jest prosty sposob okradania polskich rolnikow z ich ziemi.Ta informacje powinni poznac pracownicy Urzedow Miast i Gmin,ktorzy maja najszybszy kontakt z rolnikami aby ich ostrzec przed niekozystnymi skutkami podpisywania takich umow