Repeta autoryteta: | Lech Wałęsa w końcu wystąpił z "Solidarności". Formalność, o której mówił już od dawna, wreszcie się dokonała. Wielu narzeka, że dopiero teraz, bo wcześniej przez niego musiało odejść wielu innych działaczy, ale lepiej późno niż wcale. Zastanawia jednak, dlaczego tak prosta czynność, jak rezygnacja z członkostwa w Związku, zajęła byłemu prezydentowi taki szmat czasu? Odpowiedź jest banalnie prosta: oto "legenda 'Solidarności'" w przypływie dojrzałości politycznej postanowiła dokuczyć braciom Kaczyńskim, poczekać aż do rocznicy strajków sierpniowych i wtedy ostentacyjnie pozbyć się legitymacji. Kaczyńscy w jednym rzędzie z Lechem Wałęsą mieliby stać na rocznicy Sierpnia '80? To po prostu nie do pomyślenia, dla Wałęsy oczywiście...
Pan prezydent Wałęsa mógł tu jednak postąpić o wiele prościej. Wystarczyło zrealizować swoją niedawną obietnicę (jak trudno dotrzymywać słowa, nawet gdy się jest tylko byłym prezydentem...) i pojechać pomagać opozycji na Kubie. Zwłaszcza teraz, kiedy zamierza się sprawą wyspy zająć inny były prezydent, Kwaśniewski. Potem byłby jak znalazł ekspert od Kuby - Lech Wałęsa. Dano by też przykład młodym! Już nie tylko podanie ręki i wspólny obiad, ale dwóch dawnych wrogów wspólnie debatuje o przyszłości wyspy, która doświadcza uroków komunistycznego raju. Jeden z nich to postkomunista, a drugi - świeżo upieczony postsolidarnościowiec.
nad. JG |
| |
|
|