Repeta autoryteta: Skończyło się na strachu | Na początku sytuacja wyglądała bardzo groźnie. Lech Wałęsa, mimo wspierania Platformy Obywatelskiej, ogłosił, że przez okres od czterech do sześciu miesięcy zamierza pomagać, a nie "dokładać" rządowi Kazimierza Marcinkiewicza.
Słowa byłego prezydenta mogły zaniepokoić szczególnie tych zwolenników polskiego rządu, którzy obdarzeni są dobrą pamięcią. Dziesięć lat prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego mogłoby wskazywać, że to właśnie "dokładanie" było z reguły najlepszą pomocą dla politycznych konkurentów Lecha Wałęsy.
Na szczęście po kilku (od czterech do sześciu?) dniach były prezydent zmienił plany.
"Zachęcałem rodaków do wzięcia udziału w wyborach, ale ostrzegałem przed podejmowaniem złych decyzji. Niestety, naród dokonał takiego, a nie innego wyboru" - krytycznie ocenił Lech Wałęsa w wywiadzie dla "Gazety Prawnej".
Były prezydent szczególnie zaniepokoił się o los dwóch niezbyt licznych grup zawodowych. Według niego, skutki złych wyborów mogą być szczególnie przykre dla... czarownic i kolarzy!
"Organizujemy polowania na czarownice, jakieś poszukiwania cyklistów i to przesłania nam priorytety. Nie tędy droga".
A jak ocenia rządzących, którym jeszcze niedawno chciał pomagać?
"Oni walczą, bo wydaje im się, że zdołają coś poprawić. Tylko że są to ludzie nieprzygotowani do rządzenia, pełni kompleksów. Nic nie potrafią" - podsumował w swoim stylu Lech Wałęsa.
Jak widać, wszystko wróciło do normy. Zwolennicy rządu mogą odetchnąć z ulgą.
Tomasz Tobolski |
| |
|
|