Reklama spod wspólnej kołdry. Wojewódzki i Figurski w jednym łóżku w seksualnym uniesieniu. | Maciej Iłowiecki z Rady Etyki Mediów: Posługiwanie się tego rodzaju publiczną reklamą to chamstwo i brak kultury
Reklama spod wspólnej kołdry
Przepraszamy, ale będzie drastycznie. Jakub Wojewódzki i Michał Figurski w jednym łóżku w seksualnym uniesieniu. Zdjęcie z imprezy? Skądże! Reklama niszowej stacji radiowej, jaką i dorośli, i dzieci muszą oglądać tygodniami na billboardach i środkach komunikacji miejskiej w niektórych regionach kraju, np. w Krakowie. Agencja Grey Worldwide odpowiedzialna za jej wytworzenie tłumaczy się "pikantnym poczuciem humoru" grupy docelowej, którą ma być przebojowa młodzież. A obrzydzeni do potęgi entej pasażerowie kierują skargi do Rady Reklamy.
- Ładne mi poczucie humoru - komentuje Krzysztof, ojciec 7-letniej Agaty i 12-letniej Karoliny, który pierwszy zadzwonił do nas z prośbą o interwencję. - Być może zamiarem pomysłodawców kampanii było przeznaczenie jej dla fanów bezczeszczenia flagi i innych pomysłów Wojewódzkiego, ale to nieważne, bo przecież w autobusach patrzeć muszą na to wszyscy, także dzieci. Dlatego pytam autorów reklamy: co mam odpowiedzieć na pytanie mojego dziecka, dlaczego ci panowie tam leżą razem i co oni robią? - wytyka.
Kuriozalnie brzmią tłumaczenia agencji reklamowej o używaniu "wyrazistych środków artystycznych ze względu na to, że doskonale pasują one do wizerunku audycji prowadzonej przez Kubę Wojewódzkiego i Michała Figurskiego" w kontrowersyjnej z założenia kampanii. Rzeczywiście, środki pasują jak ulał, ale co mają wspólnego z artyzmem? Wprawdzie prywatnie obaj panowie mogą robić ze swymi ciałami, co chcą, ale nie każdy chce to oglądać.
Co MPK, to inny smak
Reklama według planu miała znaleźć się m.in. w prasie, na billboardach, w internecie. Jest na stołecznych wieżowcach. Wnioski o jej umieszczenie trafiły także do przedsiębiorstw komunikacyjnych w wielu miastach, m.in. w Krakowie, Warszawie i Rzeszowie. - Jest to reklama wykupiona u nas w pewnym pakiecie reklamowym, złożona z różnych elementów. Zgodnie z umową akurat ta reklama miała być eksponowana przez miesiąc, dlatego w tym tygodniu ma być usunięta, według tego, co zadeklarowała firma, która nas poprosiła o umieszczenie jej na naszych autobusach - mówi Marek Gancarczyk, rzecznik prasowy MPK w Krakowie. Jego zdaniem, w plakatach nie było nic niewłaściwego, dlatego przewoźnik wyraził zgodę na umieszczenie ich w środkach transportu należących do MPK. - Jako przedsiębiorstwo my tylko udostępniamy miejsce. Oczywiście mamy możliwość weryfikacji: możemy się na niektóre reklamy godzić, a na niektóre nie. Kiedy trafia do nas projekt jakiejś reklamy, to go zawsze oceniamy pod kątem, czy może zranić czyjeś uczucia religijne albo poczucie dobrego smaku. Natomiast jeśli coś nie przekracza pewnych ustalonych praw, to wyrażamy zgodę. W tej reklamie, jak się zastanawialiśmy nad tym, nie było nic aż tak bardzo drażliwego, żeby się nie zgodzić na jej umieszczenie - tłumaczy rzecznik. A podtekst homoseksualny? - To jest kwestia interpretacji, bo dla mnie na przykład nie ma tam w ogóle zachęty do homoseksualizmu. Moim zdaniem, niedopuszczalne byłoby umieszczenie reklamy, gdzie będą elementy nagości, bo to już może pewne uczucia drażnić. Natomiast tam nic takiego nie ma, jest tylko dwóch panów w łóżku - dywaguje Gancarczyk. I zapewnia, że jak dotychczas nie było żadnych skarg od pasażerów.
Zdecydowanie inaczej zareagowało rzeszowskie MPK. Wprawdzie reklama w autobusach się pojawiła, ale w innej formie: zamiast obscenicznego plakatu umieszczono napis: "Tu powinna być reklama Radia Eska, ale została zakazana". - Po zastanowieniu się stwierdziliśmy, że reklama jest zbyt wyzywająca. Mamy prawo podjąć taką decyzję z uwagi na to, że mimo wszystko to my odpowiadamy potem za treść reklamy jako firma, która tę reklamę wozi. Uważam, że miałem prawo ją "ocenzurować", żeby mieszkańcy miasta Rzeszowa nie musieli tego oglądać - mówi prezes MPK w Rzeszowie Wiesław Pomianek. - Już niejednokrotnie nie dopuszczaliśmy tego typu plakatów, gdy stwierdziliśmy, że mogą naruszyć czyjeś dobra osobiste i mogą łamać zasady dobrego smaku. Dlatego tak postąpiliśmy również w tym przypadku i ja uważam, że sumienie mam czyste - uzasadnia Wiesław Pomianek.
Męska prostytucja na usługach reklamy
Oburzony faktem prezentowania tej reklamy jest Wojciech Reszczyński, wiceszef Informacyjnej Agencji Radiowej. - Aż wstyd o tym mówić! Jest to obrzydliwa reklama, pokazująca, do czego jest zdolna męska prostytucja na usługach reklamy. Absolutnie nie zgodziłbym się na jej dopuszczenie - mówi zniesmaczony. Wtóruje mu specjalista w zakresie etyki mediów prof. Krystyna Czuba. - Reklama taka nie jest powodem do tego, żeby cokolwiek o niej mówić, gdyby nie to, że jest ona nachalna, że wychodzi na ulice, chce jakoś narzucić, zwłaszcza ludziom młodym, pewien styl życia i pewne obyczaje. To, że się do tego posuwa, jest w tej reklamie najbardziej żenujące - uważa prof. Czuba. - Trzeba, żeby samorządy zabrały głos, żeby zabrali głos rodzice. Nie można milczeć i pozwolić, żeby dzieci oglądały podobne reklamy, które są nie tylko obsceniczne, ale wulgarne i proponujące pewien styl życia. Homoseksualizm w moim najgłębszym przekonaniu jest wielkim nieporządkiem moralnym, a więc tego typu reklama jest promowaniem stylu życia, który jest nieporządkiem moralnym, a na pewno nie jest żadną normą, bo normą być nie może z punktu widzenia zdrowego rozumu. Wielka szkoda więc, że coś takiego jest reklamą, bo reklam ludzie sobie nie wybierają - one biją w oczy - dodaje prof. Krystyna Czuba.
Co na to Rada Reklamy? - Dostaliśmy skargę na reklamę Wojewódzki-Figurski, w tej chwili sprawa jest rozpatrywana - informuje Konrad Drozdowski, zastępca dyrektora Biura Rady Reklamy. - Skarga wpłynęła stosunkowo niedawno, więc czekamy na odpowiedź Eski Rock. Po jej otrzymaniu będzie wyznaczone posiedzenie Komisji Etyki Reklamy i wówczas Komisja zajmie stanowisko. Termin odpowiedzi jeszcze nie upłynął, natomiast na pewno posiedzenie Komisji Etyki Reklamy w tej sprawie będzie w lipcu. Komisja wtedy się spotka i wyda uchwałę - wyjaśnia Drozdowski.
- Rada Etyki Mediów w gruncie rzeczy nie zajmuje się reklamami z tego względu, że one mają swoją oddzielną komisję etyki przy wydawcach reklam. Natomiast z punktu widzenia etyki w ogóle czy kultury to oczywiście posługiwanie się tego rodzaju publiczną reklamą jest po prostu chamstwem i brakiem kultury. Takie publiczne reklamy nie powinny mieć miejsca! - wskazuje Maciej Iłowiecki. - Ja osobiście tak uważam, nie konsultowałem tego z Radą i mówię w swoim własnym imieniu - wyjaśnia. - Być może jest to łatwe usprawiedliwienie - tak jak zresztą bardzo często wszystkie media się usprawiedliwiają, a zwłaszcza telewizje - że tego właśnie chcą odbiorcy. Tutaj też mówi się, że tego chcą młodzi ludzie i że oni mają takie poczucie humoru. Otóż jest też sporo młodzieży, zdecydowana większość, która nie ma tego typu poczucia humoru. I niedobrze się dzieje, jeśli się je w ten sposób kształtuje u tych młodych ludzi. Bo można zrobić rzeczy wyjątkowo śmieszne i bardzo kulturalne - wystarczy sięgnąć np. do dobrej tradycji polskiej satyry rysunkowej. A to nie jest żadna satyra - podkreśla Maciej Iłowiecki.
Maria Cholewińska
Bardzo się cieszę, że "Nasz Dziennik" podjął ten temat - może ludzie przejrzą na oczy i zaczną protestować, czy to w skali osiedla, czy nawet bloku, na którym takie szkaradztwa są wieszane i na które codziennie muszą patrzeć dzieci idące do szkoły. Przestrzeń publiczna jest jakimś dobrem wspólnym
Przymus patrzenia
Z prof. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, rozmawia Maria Cholewińska
Podoba się Panu ta reklama?
- Budzi we mnie obrzydzenie. Główny problem jednak polega na tym, że człowiek, poruszając się w przestrzeni publicznej, zwłaszcza miejskiej, musi takie reklamy oglądać, choćby nie chciał na nie patrzeć. To jest przemoc, podobna do tej, gdy w sowieckich kołchozach zmuszano do słuchania propagandy przez kukuruźniki, czyli głośniki gęsto rozmieszczone na różnych słupach lub ścianach. Ale poziom tej reklamy jest niższy od kukuruźnika, bo tam przynajmniej było wiadomo, czy mówi kobieta, czy mężczyzna.
W jaki sposób wulgarna reklama wpływa na widzów, w gruncie rzeczy mimowolnych?
- Celem reklamy jest przyciągnąć uwagę jak największej liczby odbiorców, by zapaść w ich podświadomości i następnie wpływać, w sposób nieuświadomiony, na ich poglądy i predylekcje. W przypadku odbiorcy masowego poziom intelektualny obniża się coraz bardziej, aż osiąga stan reakcji czysto fizjologicznych. Taki poziom osiągnęła właśnie ta reklama, która - miejmy nadzieję - skutecznie odstraszy, a przynajmniej zmniejszy liczbę chętnych do słuchania reklamującej się w ten sposób stacji radiowej.
Twórcy reklamy sądzą, że tego typu epatowanie świństwami to zabieg estetyczny...
- To nie jest zabieg estetyczny - to jest zabieg weterynaryjny, ponieważ chodzi o to, żeby reakcje ludzi sprowadzić do poziomu reagowania zwierząt.
W reklamie szokowanie jest częstym zabiegiem, mówi się, że to jedna z cech sztuki użytkowej.
- Mamy tu do czynienia nie ze sztuką, ale z antysztuką, która wykorzystywana jest do promowania antywartości. Typowy przejaw nihilizmu. Główny problem polega na tym, że przestrzeń życia publicznego chyba nie jest w naszym kraju wystarczająco prawnie chroniona. Stany Zjednoczone to kraj o wielkiej swobodzie, również obyczajowej, ale tylko w sferze prywatnej, natomiast jest nie do pomyślenia, aby coś takiego wisiało tam jako reklama. U nas przestrzeń publiczna dla reklam jest prywatną własnością potentatów biznesu, którzy ani nie mają elementarnego poczucia wstydu, ani nie liczą się ze społeczeństwem, lecz traktują je jak ubezwłasnowolnione stado. Bardzo się cieszę, że "Nasz Dziennik" podjął ten temat - może ludzie przejrzą na oczy i zaczną protestować, czy to w skali osiedla, czy nawet bloku, na którym takie szkaradztwa są wieszane i na które codziennie muszą patrzeć dzieci idące do szkoły. Musimy sobie jasno powiedzieć: przestrzeń publiczna jest jakimś dobrem wspólnym, z którego wszyscy korzystamy, dlatego reklamodawcy nie mają prawa naruszać fundamentalnych norm i zdrowych obyczajów naszego społeczeństwa i naszej kultury.
Dziękuję za rozmowę.
A tymczasem w Hiszpanii: reklamodawcy nie chcą być kojarzeni z bluźnierstwem
Uciekają z reklamami
Producenci wielu światowych marek masowo wycofują swoje reklamy z programów, które w jawny sposób obrażają katolików, szydząc z wiary i Kościoła. Zajmująca się monitorowaniem przestrzegania praw człowieka hiszpańska organizacja HazteOir podała, że jedna z dużych firm ubezpieczeniowych wycofała swoje reklamy z antykatolickiego programu telewizyjnego "Ocaleni przez Kościół". W ślady ubezpieczyciela poszły także inne firmy, m.in. japoński gigant produkujący sprzęt elektroniczny Fujitsu. Przedstawiciel japońskiego producenta oświadczył, że jego firma nie będzie dłużej utrzymywała kontraktów reklamowych z telewizją La Sexta (producentem szydzącego z wiary katolickiej programu). Stwierdził, że nie chce, by jego produkty były kojarzone z bluźnierczymi audycjami.
Organizacja HazteOir na swojej stronie internetowej informuje, że twórcy tego programu powinni podlegać karze na mocy artykuł 535 kodeksu karnego, który dotyczy obrazy uczuć religijnych. Jak dodaje, telewizja otrzymała ponad 29 tys. skarg, odkąd program jest emitowany. Oprócz wymienionych wcześniej producentów zastrzeżenia miały również firmy takie jak np. Seat, General Optica (okulary), El Corte Ingles (elektronika i AGD).
Łukasz Sianożęcki |
| |
|
|