Przedszkole czy przechowalnia | 100 tys. zł z UE dostały w tym roku na wyposażenie białostockie żłobki i przedszkola. Ale nie wszystkie, lecz tylko te, które weszły do programu nazwanego językiem europejskiej nowomowy - "Elastyczny pracownik - partnerska rodzina" - i wydłużyły czas pracy.
Dwa żłobki i siedem przedszkoli w tym mieście czynne są teraz do późnego wieczora. Dzieci mogą tam przebywać w dni powszednie do godziny 21.00, w soboty do 18.00, czyli praktycznie przez cały dzień, a rodzice mogą w tym czasie pracować i pracować. Łatwo się domyślić, jaki to ma wpływ na kontakt dziecka z rodzicami. Jak długo są razem, ile czasu ze sobą rozmawiają, jeżeli w ogóle mają jeszcze siłę rozmawiać, skoro wracają do domu po 21.00? O tej porze małe dzieci powinny już spać. A rodzice po całym dniu wyczerpującej harówki o czym mogą marzyć? Pewnie tylko o tym, by zjeść kolację i również się położyć. W taki oto sposób rodzinny dom staje się jedynie noclegownią.
Za pieniądze z UE długodystansowe przedszkola i żłobki kupiły niemal wszystko, co dzieci i personel mogli sobie wymarzyć - nowy telewizor i kino domowe do oglądania bajek, sprzęt grający, do tego nowe klocki, lalki, samochody i wiele innych zabawek. Słowem wszystko zamiast... kochających rodziców. A że potem dzieci wyrastają na brutalnych egoistów czy nawet przestępców, no cóż - to są koszty postępu, nieprawdaż?
Adam Białous |
| |
|
|