Prawda europejskiej demokracji | Dzięki reportażowi niemieckiej telewizji RTL mieszkańcy naszego kontynentu mieli okazję, aby lepiej zaznajomić się ze zwyczajami panującymi w Parlamencie Europejskim. Niemcy zainteresowali się eurodeputowanymi, którzy podpisują się na liście obecności, potwierdzając swój udział w pracach parlamentu, po czym... z bagażami w ręku wyruszają na lotnisko, aby spokojnie wrócić do kraju. Jednym z bohaterów reportażu był eurodeputowany Platformy Obywatelskiej Tadeusz Zwiefka.
- Czy pojawił się pan tu tylko po to, żeby podpisać listę i dostać pieniądze? - zagadnął niemiecki dziennikarz. - To nie pana interes - odpowiedział polski polityk.
Równie interesujący okazał się komentarz do reportażu, jakim podzielił się z "Gazetą Wyborczą" szef PO w Kujawsko-Pomorskiem Paweł Olszewski.
- Faktycznie dochodzi do wypłacania diet za fikcyjny udział w obradach, ale to powszechne zjawisko. Nie wiem, dlaczego konsekwencje miałby ponieść akurat tylko nasz przedstawiciel Tadeusz Zwiefka - pytał retorycznie nieco zakłopotany polityk.
Sam Tadeusz Zwiefka nie miał wątpliwości, że inkasując 284 euro za podpis (zamiast za udział w obradach), nie narusza ani regulaminu, ani dobrych obyczajów. - To szukanie dziury w całym. Większość posłów opuszcza posiedzenia nawet już w czwartek po południu, by móc wrócić do domu. Ja także, jeśli to jest tylko możliwe, lecę do Polski w piątek. Od samego początku istnienia regulaminu tak działam. I wcale nie poświadczyłem nieprawdy - tłumaczył europoseł PO.
Jeśli rzeczywiście większość posłów podpisuje się na liście obecności (mimo bezdyskusyjnej nieobecności!), to już wkrótce może okazać się, że Zwiefka ma rację! W przypadku, gdyby problem miało rozstrzygać głosowanie w Parlamencie Europejskim, wynik można łatwo przewidzieć. A nieprawda potwierdzona wynikami głosowania (i podpisami eurodeputowanych) staje się przecież prawdą...?
Tomasz Tobolski |
| |
|
|