Polityczny kompromis? | Nielegalne kwiaty,
zakazany krzyż,
co dnia rozkwitają
z betonowych płyt.
Ludzie je składają,
wierni sercom swym,
co w nadziei trwają
przeciw mocom złym.
To najdroższe kwiaty,
jakie widział świat.
Można za nie płacić
w celi parę lat,
można stracić zęby
za goździki trzy,
liczyć krwawe pręgi,
długo łykać łzy...
Śpiewał w stanie wojennym Jan Pietrzak. Rzecz dotyczyła setek anonimowych mieszkańców miasta, którzy, nie bacząc na represje, każdego dnia pracowicie układali krzyż z kwiatów u wrót kościoła Sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Symbol wiary dawał znać członkom WRON, a zarazem PZPR, iż Warszawa protestuje przeciw stanowi wojennemu. Naród podzielony był czytelnie na protestujących - "My", i prześladowców - nazywanych krótko "Oni". Na towarzyskich spotkaniach zwolenników PZPR wyraźnie izolowano społecznie i nikt po stronie "My" nie myślał o wchodzeniu z tą partią w jakiekolwiek koalicje. W tym czasie pan Marek Borowski robił karierę jako główny specjalista ds. ekonomicznych w Domach Towarowych "Centrum", a następnie w ministerstwie rynku wewnętrznego PRL. Za to Hanna Gronkiewicz-Waltz prezentowała się jako osoba głębokiej wiary. Przecież na III Kongresie Odnowy w Duchu Świętym w Częstochowie 14 maja 1993 r. wystąpiła, głosząc konferencję na temat "Jezus żyje w naszym kraju". Poruszyła w niej temat tzw. trudnej wolności, która stała się naszym udziałem. Jak podaje w swym internetowym blogu z 17 listopada br. Ryszard Czarnecki, jej kandydowanie w wyborach prezydenckich 1995 roku wynikało, jak sama mówiła, z inspiracji Ducha Świętego. Mimo że swoją kampanię prowadziła głównie w świątyniach, jej prezydentura nie doszła do skutku. Dziś, już nie powołując się na świętości, Hanna Gronkiewicz-Waltz w niedzielnych wyborach na prezydenta wygrała w oparciu o antykościelny elektorat lewicowy (dzięki poparciu Aleksandra Kwaśniewskiego). Wyniki sugerują, że albo lewica przeżywa właśnie fundamentalne nawrócenie, albo pani Waltz równie fundamentalne odwrócenie od chrześcijańskich wartości. Z jednego należy się cieszyć. Mianowicie z tego, że Jan Pietrzak tworzył w okresie stanu wojennego, kiedy Polaków charakteryzował ostracyzm dla każdego, kto sympatyzował z PZPR. Gdyby w stanie wojennym manifestanci sprzed kościoła Sióstr Wizytek stosowali współczesne zasady politycznego kompromisu, to nasza kultura byłaby uboższa o wzruszającą piosenkę, wyrosłą z patriotycznych uczuć setek bezimiennych warszawiaków.
nad. OJ |
| |
|
|