Pieniądze ciekną jak woda z zepsutego kranu | Fala strajków w polskich szpitalach trwa i przybiera na sile. Żądanie protestujących lekarzy czy białego personelu jest właściwie jedno - podwyżka płac. Dyrektorzy bezradnie rozkładają ręce, mówiąc: "nie mamy pieniędzy na wzrost wynagrodzeń". I zazwyczaj jest to prawda, bo aby zaspokoić, wcale niewygórowane, żądania strajkujących, potrzeba co najmniej kilku milionów złotych rocznie publicznych pieniędzy. Na pewno tych środków na utrzymanie szpitali i pensje ich pracowników jest w budżecie państwa czy województwa za mało, czy jednak dyrektorzy placówek zawsze dobrze zarządzają tym, co dostają? Nie mówię tu oczywiście o wszystkich dyrektorach, ponieważ z pewnością wielu z nich jest dobrymi zarządcami publicznych szpitali, jednak są i tacy, którym najwyraźniej pieniądze przeciekają między placami. Użyję tu przykładu szpitala w Suwałkach, gdzie jego były dyrektor, jak wykazała kontrola przeprowadzona na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku, zarządzał niegospodarnie.
Z tego powodu placówka ta straciła, zdaniem kontrolerów, co najmniej kilkaset tysięcy złotych. Dużo z tych pieniędzy trafiło do kieszeni zatrudnionego przez dyrektora dodatkowego specjalisty do obsługi zamówień publicznych. W roku 2006, kiedy szpital posiadał już dług 30 mln złotych, otrzymywał on co miesiąc wynagrodzenie wynoszące około 9,5 tysiąca złotych. Do tego, jak się okazało, doradca ten odwiedzał szpital w Suwałkach bardzo rzadko. Dopiero niedawno z jego usług zrezygnował nowy dyrektor placówki. Wniosek w sprawie "etatu dla specjalisty" złożył również do prokuratury szpitalny NSZZ Pracowników Służby Zdrowia. Wątpliwości kontrolerów budzi też rozpoczęta przez byłego dyrektora budowa nowej spalarni śmieci, której koszt oszacowano na 8 mln złotych. Budowa ta, w którą zainwestowano już dość pokaźną sumę, od długiego czasu trwa w zawieszeniu, a tymczasem wywóz śmieci kosztuje szpital miesięcznie około 35 tysięcy złotych. Kontrola wykazała też, że były dyrektor zaprzestał działań naprawczych placówki. To doprowadziło do szybkiego narastania długu - obecnie szpitalne konta zajmuje komornik. Jaki będzie dalszy los tego szpitala, bardzo potrzebnego mieszkańcom Suwałk (drugie co do wielkości miasto w woj. podlaskim), nie wie nikt. A ile jeszcze jest placówek w Polsce, które są w takim stanie, że pieniądze, które mogłyby iść na podwyżki, wprost uciekają tam przez stare nieszczelne okna, nieocieplone ściany, cieknące krany, pożerające opał kotłownie czy stworzone specjalnie dla znajomych etaty?
Adam Białous |
| |
|
|