Pani minister tańczy | Niestety, Katarzyna Hall postanowiła popląsać sobie nad głowami setek tysięcy pracujących w zawodzie nauczyciela. Były już genialne pomysły likwidacji "trudnych" lektur szkolnych, były klęski na maturze i egzaminach gimnazjalnych, tym razem kolej przyszła na ciało pedagogiczne. No bo skąd, dajmy na to, rząd ma wziąć pieniądze na podwyżki dla nauczycieli, którzy zapowiadają protesty - nawet w formie strajków, jeżeli poziom ich płac w najbliższym czasie znacząco się nie zmieni? Oczywiście o cudach tu nie może być mowy, zatem racjonalistka, pani minister edukacji narodowej, postanowiła zwiększyć pensum - czyli obowiązkowy czas pracy nauczyciela z 18 do 22 godzin tygodniowo. Wtedy część etatów się zlikwiduje, pozostałym pracownikom rozdzieli zaoszczędzone w ten sposób środki i... rząd wreszcie odnotuje jakikolwiek sukces.
Strategia ekipy Tuska jest jednak zadziwiająco infantylna. Oczywiście nauczycielstwo, które stanęło teraz przed perspektywą utraty wielu etatów i wydłużenia czasu pracy pozostałym w szkołach pracownikom - jak można się było domyślać - wysłało do ministra delegację związkowców z groźbą zaostrzenia protestu. Na to MEN naturalnie szybko zmienia plany i - jak słyszymy - już chce się wycofać ze zwiększenia o cztery godziny czasu pracy nauczycieli.
Tak to właśnie w Polsce się rządzi. Mądrze, konsekwentnie i z pożytkiem dla obywateli. Pani minister po prostu nie przewidziała jakoś, że nauczyciele, pracując więcej godzin, już dziś mogą zarabiać dodatkowe pieniądze i nie potrzebna jest do tego żadna zmiana Karty Nauczyciela, która zakładałaby dodatkowo zwolnienie ok. 100 tys. ludzi.
Jeżeli tak właśnie mają wyglądać wszystkie reformy rządu Tuska, to rzeczywiście tylko cud może nas uratować.
AMG |
| |
|
|