Ładne rzeczy. Ledwie włoska lewica odniosła znikome zwycięstwo, a już zapachniało... złodziejstwem.
Otóż dwie włoskie dziennikarki zostały okradzione przez kieszonkowca, gdy przeprowadzały wywiad z przywódcą centrolewicy Romano Prodim na rzymskim Piazza Santi Apostoli. Nie dziwmy się! Zapowiedź czasu. Grzebanie w kieszeniach (damskich torebkach) zawsze było domeną lewicy. To po wyborach i wiktorii tychże partii niby dlaczego miałoby być inaczej?
gama