Otóż to! Nie wszystko złoto... | Kampania wyborcza ruszyła pełną parą. Zewsząd spoglądają na nas uśmiechnięte twarze kandydatów na samorządowców. Konkurencja jest często bardzo mocna. Wiele ugrupowań reklamuje liderów list, aby niezdecydowani wyborcy nie musieli myśleć i po prostu zagłosowali na ulubioną partię. Tej metodzie nie można by nic zarzucić, gdyby nie drobne "ale".
Okazuje się mianowicie, że niekiedy wyraźnie forsowani kandydaci (często za pieniądze partyjne, czyli społeczne) mają niewiele wspólnego z oficjalną opcją ugrupowania - zwłaszcza prawicowego. Tak na przykład w jednym z dużych miast pewien kandydat prawicowej partii, szeroko reklamowany na pierwszym miejscu w swym okręgu, w oficjalnych materiałach wyborczych przyznaje otwarcie, że swój biznes, z którego - za odpowiednią opłatą - ma korzyść lokalna społeczność, robił przy wydatnej pomocy "Gazety Wyborczej" (bezpłatny bilet na kort za określoną ilość kuponów z "GW"). Materiały reklamowe owego kandydata zaopatrzone są przy tym w zdjęcia z prezydentem miasta, który dotychczas trzymał się dobrze dzięki realizacji zasady: "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". Powstaje więc pytanie: do czego ów kandydat z prawicowego ugrupowania nie przyznał się jeszcze z uwagi na wrodzoną skromność? W tym samym okręgu na listach kandydatów z prawicy jest skądinąd sporo nazwisk osób spoza miejskiego "układu", których o karierowiczostwo posądzić nie można i które wykazały się osiągnięciami. Przed wrzuceniem głosu do urny warto więc pomyśleć i nie sugerować się kolorowymi plakatami oraz ulotkami. Wszak nie wszystko złoto, co się świeci - zwłaszcza w materiałach wyborczych.
Ryszard Zajączkowski |
| |
|
|