Orzeł i reszka: Kwestia niemiecka | W cieniu podminowanej atmosfery na Bliskim Wschodzie wiele państw próbuje upiec swoją pieczeń. Polaków może bardzo niepokoić realizowana od lat, konsekwentna polityka zbliżenia na osi Berlin - Moskwa. Zbyt dobrze znamy ponurą dla Polski tradycję współpracy prusko-niemiecko-rosyjskiej, sięgającą czasów rozbiorów i niesławnej pamięci traktatu Ribbentrop - Mołotow. Z tego punktu widzenia nawet nasze członkostwo w UE - w której Niemcy od 1 stycznia 2007 roku objęły na pół roku prezydencję w Radzie Unii Europejskiej - wcale nie gwarantuje nam bezpieczeństwa.
Zacieśnienie współpracy niemiecko-rosyjskiej jest realizowane konsekwentnie. Oba państwa umieją bezwzględnie dbać o swoje interesy i w niczym im nie przeszkadza, że Niemcy są członkiem NATO i Unii Europejskiej, a Rosja nie. Budowa gazociągu z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku, działalność Powiernictwa Pruskiego i żądania odszkodowań od Polski, sytuacja mniejszości polskiej w Niemczech, blokowanie dostępu dla naszego mięsa na rynki rosyjskie i brak solidarnej z Polską polityki ze strony Unii Europejskiej - to tylko niektóre realia naszej sytuacji.
Dziś stosunki polsko-niemieckie są napięte. Wielu nastawionych kapitulancko i proniemiecko polskich polityków i obserwatorów, którzy przez lata przyczynili się do tego, że bardziej byliśmy zakompleksionymi klientami Unii Europejskiej niż partnerami - obwinia za ten stan stosunków obecne władze państwa, które lepiej lub gorzej, ale próbują uzyskać dla naszego kraju statut podmiotu, a nie przedmiotu polityki europejskiej. Problem polega na tym, że na zaostrzenie stosunków z Polską grają potężne środowiska w Niemczech, które chciałyby widzieć nasz kraj jako "terytorium mandatowe" UE, coś w rodzaju Królestwa Polskiego z czasów I wojny światowej, by w zmienionych realiach politycznych nadal realizować koncepcję Mitteleuropy. To nie Polska stanowi zagrożenie dla Niemiec i to nie w Polsce dokonuje się niepokojącej reinterpretacji historii. To działania wpływowych kręgów w Niemczech i ich eksponentów w Polsce stanowią zagrożenie dla polskich interesów i przyszłości naszego kontynentu.
Za rządów Angeli Merkel dostrzegana jest wyraźna zmiana polityki zagranicznej Niemiec, która była bardzo widoczna podczas odbywającej się w połowie mijającego tygodnia wizyty pani kanclerz w USA. Otóż Niemcy odchodzą od poprzedniego, antyamerykańskiego kursu z czasów Schroedera i tradycyjnie mając bardzo dobre stosunki z Rosją, jednocześnie chcą być najważniejszym sojusznikiem George'a Busha w Europie. W zamian za poparcie dla amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie i przekonanie Rosji do popierania sankcji przeciw Iranowi, wprowadzającemu intensywny program atomowy, Niemcy oczekują od USA wsparcia dla przyjęcia konstytucji europejskiej. Pani kanclerz zapowiedziała już w tym tygodniu na łamach "Financial Times", że do połowy roku zostanie ustalony kalendarz przyjęcia tego dokumentu. Należy się więc spodziewać silnego niemieckiego nacisku na powrót do odrzuconej w referendach we Francji i Holandii konstytucji europejskiej, która de facto sprowadza państwa narodowe do prowincji europejskiego superpaństwa federacyjnego, a mającym najwięcej do powiedzenia w Unii Niemcom daje instrumenty do dominacji na skalę kontynentu.
Niemcy starają się zająć miejsce Polski - wiernego sojusznika USA w regionie, co stawia nasze państwo przed szczególnie trudnymi wyzwaniami. Potrzebujemy dobrych i partnerskich stosunków z Niemcami, ale kurczy się nam pole manewru, gdyż przestajemy być kluczowym i niezbędnym partnerem Waszyngtonu w Europie Środkowowschodniej. Od mądrości i dalekowzroczności naszych polityków zależy zatem nie tylko nasza przyszłość, ale również to, czy Europa będzie zgermanizowana czy Niemcy zeuropeizowane.
Jan Maria Jackowski |
| |
|
|