Ojcowie i dzieci a pasterze | Zadano nam ostatnio wiele do myślenia i działania na temat zdrady. Chociaż jest to w mediach temat związany z tajną współpracą z PRL-owskim aparatem terroru, to otrzymujemy dobrą okazję, aby prześledzić i inne obszary, w których również można okazać się TW ze złem, zdradzając w ten sposób nawet osoby sobie najbliższe. Cena tej zdrady nieraz wcale nie jest mniejsza niż współpraca z SB. Niewierność małżeńska może być równie kosztowna: nawet za cenę krwi własnego nienarodzonego dziecka. Taka sama może być cena niewierności duszpasterza, który zdradza swoje owce - ojców i ich dzieci - kwestionując otwarcie trafne rozpoznania moralne, zawarte wedle wierzących również w moralnym nauczaniu Kościoła katolickiego.
Przed ogłoszeniem encykliki "Humanae vitae" generał Drapper - kierujący komisją ds. amerykańskiej przyszłości - próbował "kupić" u Pawła VI dokument zachęcający do antykoncepcji. Widocznie ówcześni katolicy jeszcze przejmowali się nauczaniem swojego Kościoła, a zatem nie poddawali się antykoncepcyjnej propagandzie środowisk reprezentowanych przez Drappera. Z tego pewnie powodu amerykański generał starał się o "załatwienie" sprawy. Wprawdzie nie przekonał Papieża - w 1968 roku świat otrzymał w encyklice "Humanae vitae" jeszcze raz przypomnienie niezmiennego aż do końca świata stanowiska w sprawie antykoncepcji, jako arcypoważnego naruszenia sensu arcyważnej sfery ludzkiej płciowości - to jednak w jakiś sposób rozchwiane zostały opinie niektórych pasterzy Kościoła. Sromotnie porzucili Papieża, kwestionując encyklikę "Humanae vitae".
Dzisiaj pewien pasterz-felietonista z "Tygodnika Powszechnego" także się nie przejmuje stanowiskiem swojego Kościoła w sprawie antykoncepcji, czego nie ukrywa, a nawet ogłasza to za pośrednictwem najpopularniejszych internetowych portali. W sprawie antykoncepcji ma własny, odmienny i jakoby lepszy pogląd: ustrzeże nastolatki przed tragedią niechcianej ciąży nie formacja do dojrzałości osobowej, ale edukacja seksualna z informacją antykoncepcyjną. Czyżby zatem na czternaste urodziny swoich dzieci ojcowie powinni im podarować prezerwatywy?
Pogląd duszpasterza z "TP" nie został wypowiedziany jako materiał do dyskusji w jakiejś specjalistycznej, niskonakładowej prasie - co czyniłoby go niegroźnym - ale oddany został do dyspozycji mediów, kształtujących moralną świadomość milionów. A zatem ta nagłośniona opinia, wzmocniona autorytetem osoby duchownej, już wkrótce wyda swoje śmiercionośne owoce. Pewnie dzieci bardziej ufają duszpasterzom przemawiającym na portalach internetowych niż własnym rodzicom. Może jednak najpierw dziwimy się, że poważny zakonnik ma wrażenie dokonywania epokowego odkrycia, zgłaszając swoją propozycję. Prawie wszędzie przecież proponuje się wsparcie rozrywki seksualnej antykoncepcyjnymi zabezpieczeniami. Równie głośne powinno być i to, że wszędzie ta recepta zawodzi. Z prostego powodu: antykoncepcyjne praktyki to element niedojrzałego, czyli poniżejludzkiego potraktowania sfery seksualnej. Trzeba dostrzec w tej sferze osobowy poziom, z czym ma wyraźnie problem autor omawianych opinii, także w najnowszym felietonie w "TP", kwestionującym poważne traktowanie tego, co "mamy między nogami". Ten cytat wskazuje na niezrozumienie faktu, że skoro jedynie tą drogą - "między nogami" - zaczyna istnieć osoba ludzka, to co najmniej z tego powodu antykoncepcyjna manipulacja płciowością jest manipulacją sferą osobową, a nie sferą tylko przyrodniczą. Stawka w tej sprawie jest, jak widać, najwyższa z możliwych i pilnie trzeba się strzec przed zdradą ojców i ich dzieci na drodze sprowadzania ich relacji na poniżejosobowy poziom.
Marek Czachorowski |
| |
|
|