"Obrośnięte polskością" lektury | Minister edukacji narodowej Katarzyna Hall znów znalazła się na pierwszej linii frontu walki o postęp. Po promowanym przez nią pomyśle, aby przymusowa edukacja obejmowała stopniowo coraz młodsze dzieci (koncept nazywany też planem "upaństwowienia dzieci"), tym razem ministerstwo postanowiło rozprawić się z nienowoczesnymi lekturami.
Opracowana przez MEN propozycja zmian przewiduje np. wyrzucenie z listy lektur szkolnych "Potopu" i "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza. Znikną też: "Konrad Wallenrod" Adama Mickiewicza, "Syzyfowe prace" Stefana Żeromskiego, a nawet... "Romeo i Julia" Wiliama Szekspira. Dodatkowo ministerstwo chciałoby, aby uczniowie poznawali jedynie fragmenty niektórych lektur.
Pomysł "unowocześnienia" zestawu lektur nie wywołał euforii ani wśród nauczycieli, ani wśród uczniów. Nawet w sondażu dotyczącym oceny lektur szkolnych przeprowadzonym wśród użytkowników poprawnego politycznie portalu Onet, najpopularniejsze okazały się dzieła... przed którymi ministerstwo chciałoby uczniów obronić.
Z wytłumaczeniem tego fenomenu pospieszyła gwiazda telewizji TVN, znana z promowania chamstwa w programach na temat kultury, Kazimiera Szczuka. - Nie dziwi mnie taki układ ulubionych książek. Wszystkie one mają charakter rozrywkowy i lekki, nie wymagają dużego zrozumienia przy ich czytaniu - oceniła najsłynniejsza polska feministka, według której obecny kanon lektur należałoby całkowicie zmienić. - Ten kanon jest najbardziej kanoniczny jak może być, jest wręcz obrośnięty "polskością" - wyjaśniła powody swego zniesmaczenia lekturami Szczuka.
Minister Katarzynie Hall zabrakło aż takiej odwagi.
Piotr Tomczyk |
| |
|
|