Nigdy nie żartował z filozofii | Z księdzem prof. dr. hab. Andrzejem Maryniarczykiem, kierownikiem Katedry Metafizyki i Zakładu Metafizyki Wydziału Filozofii KUL, redaktorem naczelnym Powszechnej Encyklopedii Filozofii, wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu, wieloletnim współpracownikiem i następcą śp. ojca Mieczysława Alberta Krąpca, rozmawia Justyna Wiszniewska
Wszyscy, którzy znali śp. ojca M.A. Krąpca, najczęściej podkreślają, że był człowiekiem bardzo uzdolnionym, posiadał rozległą wiedzę, słynął z cnoty poczucia humoru i był niezwykle pracowity... A jak Ksiądz Profesor wspomina ojca Krąpca jako naukowca i jako człowieka?
- Każdy, kto się z nim bliżej zetknął, nie miał wątpliwości, że był to człowiek instytucja, o bardzo szerokim horyzoncie zainteresowań. Swoją troską obejmował wszystkich, zarówno prostego, spotkanego przygodnie człowieka, jak i całą społeczność uniwersytecką, Kościół, Polskę, świat itd. Stąd też nie jest łatwo takiego człowieka zastąpić, a tym bardziej w jakiś sposób uzupełnić. Jego odejście jest na pewno wielką stratą, która długo będzie odczuwana. Natomiast sam ojciec profesor, zwłaszcza ostatnio, dość często powtarzał, że miał poczucie życiowej misji. Spośród jego kolegów z klasy maturalnej, którą ukończył w 1939 r. w gimnazjum w Tarnopolu, wojnę przeżyło tylko czterech. W związku z tym miał poczucie, że ciąży na nim zwiększona odpowiedzialność za Ojczyznę, a zwłaszcza za polską kulturę. Dlatego też każdy, kto go spotykał, oprócz tego, że od razu doświadczał jego bezpośredniego, niestwarzającego dystansu sposobu bycia, to również zauważał, że był człowiekiem ogromnej pracy, zwłaszcza na rzecz filozofii. I właśnie filozofię traktował jako misję swojego życia. Miał duże poczucie humoru i żartował z bardzo wielu rzeczy, z wyjątkiem jednej. Nigdy nie żartował z filozofii, ale bardzo poważnie ją traktował. Dlatego też tak bardzo protestował przeciwko błędom w uprawianiu filozofii. Zdawał sobie sprawę z tego, że filozofii nie można traktować jako zabawy akademickiej, gdyż jej rozstrzygnięcia przekładają się później na konkretne życie wielu ludzi. Świadczą o tym aż nadto wyraźnie ostatnie dzieje Europy. Zresztą Papież Jan Paweł II w książce "Pamięć i tożsamość" pokazał, że korzeniem takich tragicznych w skutkach systemów jak komunizm czy nazizm była właśnie filozofia, i to filozofia kartezjańska - racjonalizm, który oderwał poznanie od świata realnego, a właśnie skoncentrował się na tworzeniu idei i wcielaniu ich w świat. Tak go postrzegałem jako człowieka i filozofa.
Natomiast jeśli chodzi o ocenę sposobu filozofowania samego ojca Krąpca, Jan Paweł II w liście skierowanym do niego z okazji 80. rocznicy urodzin i 50-lecia pracy naukowej napisał, że podziwia jego "realizm spojrzenia na codzienność i maksymalizm w szukaniu odpowiedzi na związane z nią pytania i problemy". Czy taka postawa naukowa charakteryzowała całe środowisko Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, której ojciec Krąpiec był współtwórcą? Na czym polegała jej specyfika i nowatorstwo w podejściu do zagadnień filozoficznych?
- Rzeczywiście, wizytówką Lubelskiej Szkoły Filozoficznej był realizm - powrót do tego, czym w samych swoich początkach była filozofia, a mianowicie do tego, że jej celem jest poznawanie świata, poznawanie człowieka, ale świata realnego i człowieka realnego, oraz wyjaśnianie tego właśnie świata czy tego człowieka poprzez poszukiwanie ostatecznych przyczyn jego istnienia, jego działania itd. Otóż trzeba pamiętać, że Lubelska Szkoła Filozoficzna powstała w czasie, gdy wszystkie uniwersytety polskie były zdominowane przez ideologię marksistowską. I co ciekawe, to właśnie marksizm ogłaszał się jako realizm, a wszystkie inne filozofie, w tym również filozofię św. Tomasza czy Arystotelesa, określał jako idealizmy. Stąd też zadaniem szkoły, która powstawała, było pokazanie, że jest odwrotnie, że to marksizm jest idealizmem, bo przyjmuje ideę materii, za pomocą której chce interpretować całą rzeczywistość, natomiast filozofia realistyczna jest zupełnie inną filozofią. U podstaw Lubelskiej Szkoły Filozoficznej znalazła się metafizyka, czyli ta dyscyplina, która zajmuje się poznawaniem świata i człowieka i jest filozofią realistyczną. Dlaczego to jest ważne? Dlatego że tylko filozofia realistyczna wchodzi w krwioobieg kultury, bo ona interpretuje świat, daje pogląd na świat, na człowieka. Dlatego też dla marksizmu ta szkoła i rodzaj uprawianej przez nią filozofii były bardzo niebezpieczne.
Drugą ważną sprawą dla tworzącej się szkoły była przede wszystkim metoda! A więc chodziło o rozbudzenie pewnej metody filozoficznej, bo w naukach panował wówczas, i panuje zresztą do dziś, tzw. scjentyzm, który głosi, że wszystko, co nie da się zweryfikować empirycznie - zważyć, zmierzyć, jest nienaukowe. Wysiłek polegał na tym, aby wbrew scjentyzmowi obronić filozofię jako naukę.
To byłyby główne założenia, które w ramach tej szkoły filozoficznej rozbudowywano. No i okazuje się, że przede wszystkim ta filozofia miała bronić rozumu ludzkiego, żeby nie został on wyprzedany za bezcen. Bo człowiek, w którym rozum nie ma dostępu do prawdy, a sam chce tę prawdę tworzyć, wcześniej czy później staje się rozumem zdeprawowanym. Mamy wówczas nihilizm - filozoficzny, praktyczny, mamy różnego rodzaju relatywizmy itd.
Dlaczego w szkole odwoływano się do filozofii klasycznej, a zwłaszcza starano się ocalić od zapomnienia lub błędnej interpretacji filozofię Arystotelesa i św. Tomasza?
- Ten tzw. historyzm miał przynajmniej dwa cele. Pierwszy polegał na tym, aby w stawianiu pytań, a zwłaszcza w szukaniu na nie odpowiedzi, nie wyważać otwartych drzwi. Okazuje się bowiem, że niektóre pytania są ponadczasowe (wieczne), stąd też nazywano tę filozofię philosophia perennis. Człowiek na przestrzeni wieków zawsze pytał np. o to, kim jest i jaki jest cel jego życia, o to, skąd pochodzi i dokąd zmierza świat, a więc w tym sensie pytania te są wieczne, a odpowiedzi formułowane są za każdym razem od nowa przez kolejne pokolenia. Dlatego powrót do historii myśli filozoficznej gwarantował, że nie trzymano się odpowiedzi, o których było wiadomo, że kryły takie czy inne błędy. Dzięki temu można było zagwarantować postęp w filozofii, coś nowego dostrzec i wskazać.
Drugim celem historyzmu było pokazanie, że dzieje myśli ludzkiej są bardzo bogate i głębokie i jeśli chcemy uprawiać filozofię, to trzeba nam "wsiąść do pociągu", który rusza z Aten, a nie gdzieś z Moskwy itd. Marksizm był bowiem filozofią ahistoryczną, zgodnie z którą wszystko zaczęło się od Marksa i Lenina.
Istotna była jeszcze trzecia sprawa. Na przestrzeni wieków powstało wiele komentarzy, czy to do filozofii Arystotelesa, czy św. Tomasza, i niejednokrotnie myśl tych filozofów znana była z tych właśnie komentarzy, a nie w oryginalnej wersji. Mając na uwadze to, co św. Tomasz mówił o Awerroesie, że wobec filozofii Arystotelesa jest "magis depravator quam interpretator", czyli że bardziej jest jego deprawatorem niż interpretatorem, w tworzącej się szkole filozoficznej chciano dotrzeć do oryginalnych tekstów Arystotelesa czy św. Tomasza, aby od nich uczyć się filozofowania i uniknąć błędnych interpretacji. Chodziło o to, by nie tyle powtarzać ich poglądy, ile właśnie podpatrzeć metodę i sformułować wyjaśnienia adekwatne dla współczesnego człowieka.
Ojciec prof. M.A. Krąpiec powtarzał, że nie dlatego nawiązuje do myśli św. Tomasza, że był np. dominikaninem, podobnie jak on sam, tylko dlatego że Tomasz ukazywał prawdę w racjonalny sposób. Na czym polegała koncepcja filozofii metafizycznej ojca Krąpca?
- To filozofia, której przedmiotem jest świat fizyczny (physis), świat dany nam w doświadczeniu. Natomiast poznając ten świat, musimy dostrzec coś więcej, niż widzi fizyk, niż widzi biolog. A czym jest to więcej? No właśnie jest to ostateczna przyczyna istnienia, działania - tego właśnie fizycznego świata, a ślady tej ostatecznej przyczyny są zapisane w rzeczach. W związku z tym filozofia metafizyczna ma nas uczyć czytać rzeczy i w oparciu o to ostatecznie odkrywać prawdę o świecie, np. czy ten świat ma swoją przyczynę, tak jak krzesło widzimy, że ma swoją przyczynę w osobie stolarza, czy książka, którą przeglądamy, musi mieć swojego autora. I tak okazuje się - czytamy świat, w którym żyjemy. Ojciec Krąpiec wprowadził, i to nie tylko do polskiej filozofii, ale w ogóle do filozofii światowej na nowo przemyślany realizm filozoficzny, czyli tzw. filozofię realistyczną. Może ona dotyczyć: całego świata, wtedy nazywamy ją metafizyką ogólną; albo może dotyczyć pewnych fragmentów świata, np. koncepcji człowieka, i nazywamy ją wtedy antropologią; ludzkiego działania - nazywamy ją wtedy metafizyką ludzkiego działania, czyli etyką; ludzkiego wytwarzania - nazywamy ją wtedy filozofią kultury; postępowania społecznego - nazywamy ja wtedy filozofią polityki itd. I właściwie o. Krąpiec stworzył zręby całości tej filozofii, czyli zarówno metafizyki ogólnej, jak i metafizyk szczegółowych, czyli czegoś, czego do tego czasu nie było. Jest to przełom nie tylko w XX-wiecznej filozofii polskiej, ale również światowej, w której zostaje na nowo przemyślana koncepcja filozofii realistycznej. Do tego została dobudowana baza metodologiczna, bo filozofia musi mieć swoją metodę i znać cel, ku któremu ma zmierzać. Takie kompleksowe opracowanie wszystkich działów filozofii zawdzięczamy właśnie o. Krąpcowi. Jest to praca niespotykana. Wystarczy popatrzeć na jego dzieła. To jest kopalnia opracowań, intuicji, z których trzeba czerpać wiedzę, rozbudowywać ją i poznawać dzięki temu różne obszary świata.
Czy filozofię ojca M.A. Krąpca można zaliczyć do tzw. tomizmu egzystencjalnego?
- Ojciec Krąpiec raczej nie lubił używać tego wyrażenia "tomizm" czy "tomizm egzystencjalny", bo określenie to momentalnie czyni z niej filozofię konfesyjną. Ojciec zawsze podkreślał, że była to filozofia realistyczna. Realizm uprawiał Arystoteles. W XIII w. realizmu uczył św. Tomasz. Jeśli nawiązujemy do św. Tomasza, to właśnie raczej do jego metody - posługujemy się jego metodą, a nie cytujemy go i stajemy się zwolennikami św. Tomasza czy tomizmu egzystencjalnego. Pierwszym autorytetem w filozofii metafizycznej, którego ma słuchać każdy filozof, jest rzecz istniejąca. I to rzecz weryfikuje nasze poglądy, nasze teorie. Natomiast jeśli odwołujemy się do poglądów św. Tomasza czy Arystotelesa, to w tym sensie, że oni naprowadzają nas na widzenie rzeczy. I w tym sensie tomizm egzystencjalny, który ma taką modną nazwę, zawsze jest nazwą filozofii realistycznej, która nie może być inna jak tylko egzystencjalna.
Oprócz rozbudowania, przeformułowania i udostępnienia na nowo tej filozofii realistycznej współczesnemu człowiekowi ogromnym wkładem o. Krąpca do filozofii jest z pewnością opracowanie koncepcji tzw. poznania sądowego. Według niej, pierwotnym aktem poznawczym jest sąd egzystencjalny - coś istnieje: człowiek istnieje, drzewo istnieje. To są pierwsze nasze akty poznawcze, a dopiero wtórne jest to, że coś jest czerwone, że ktoś jest Janem, Ewą itd. Uświadomienie sobie tego dało podstawę dla realizmu poznawczego, że trzeba na tego typu aktach poznawczych, które zostały nazwane sądami egzystencjalnymi - budować filozofię. Drugim istotnym osiągnięciem o. Krąpca jest opracowanie zagadnienia tzw. analogii transcendentalnej, której podstawą jest ujęcie podobieństwa między rzeczami, dostrzegając, że przez wszystkie rzeczy przebiega relacja między istotą a istnieniem, tzw. relacja transcendentalna. Dzięki temu możemy poznać nie tylko jednostkowe rzeczy jako byty, ale dojść też do poznania Absolutu. Poza wszelką dyskusją pozostaje fakt, że opracowanie tych zagadnień jest wielką zasługą o. Krąpca.
Czy filozofowanie w stylu św. Tomasza z Akwinu i jego ucznia ojca M.A. Krąpca może mieć jeszcze jakieś znaczenie dla kondycji współczesnej filozofii i kultury?
- Dzisiaj także potrzebujemy filozofii realistycznej. Postmodernizm, wszelkiego rodzaju nihilizmy są antyrealizmami i w związku z tym, jeśli chcemy obronić samą filozofię, to musimy wrócić do realizmu, czyli do takiej filozofii, która uczy się prawdy od rzeczy, a nie konstruuje ideę i narzuca ją rzeczom. Czyli potrzebny jest realizm w samej filozofii, by filozofia pozostała tym, czym jest. Po drugie, potrzebny jest realizm dla kultury, bo proszę zobaczyć, że filozofia pozwala nam rozumieć np. człowieka. Jeśli ja nie rozumiem człowieka, to już uprawiając naukę, będę popełniać błędy, tworząc systemy etyczne, będę popełniać błędy, tworząc systemy polityczne, będę popełniać błędy, tworząc sztukę, będę popełniać błędy. A więc poznanie realistyczne leży u podstaw kultury. Kultura jest wytworem człowieka, który wynika z poznawania i rozumienia rzeczy. A ponieważ jest błędne rozumienie rzeczy, błędne rozumienie człowieka, dlatego też mamy kryzys w kulturze. Arystoteles mówił w księdze "O Niebie", że mały błąd na początku staje się wielkim na końcu. Mały błąd w rozumieniu człowieka i w rozumieniu bytu staje się wielkim błędem w wytworach kultury. I stąd dziś warunkiem sine qua non dla kultury i dla filozofii jest powrót do realizmu, i o tym się coraz głośniej zaczyna mówić.
Jedno z dzieł ojca Krąpca nosi tytuł "Ja - człowiek". Dlaczego tak został on sformułowany?
- Człowiek jest jedyną istotą żyjącą, która wypowiada "ja". Tego zwierzę nie wypowie, nie wypowie drzewo. Tylko człowiek mówi o sobie "ja" i stąd też to właśnie "ja" jest tym pierwszym świadectwem o tym, że jesteśmy kimś szczególnym w świecie. Człowiek powinien najpierw poznać i zrozumieć samego siebie, tak jak zachęcał do tego napis w świątyni delfickiej: "gnothi se auton" - poznaj samego siebie. I dlatego też antropologia ojca Krąpca jest pierwszą, filozoficzną antropologią, w której możemy dochodzić do koncepcji człowieka, nie odwołując się do nauk szczegółowych, biologicznych, ale bazując na poznaniu, wychodząc najpierw od doświadczenia. Człowiek doświadcza siebie jako tego, który mówi o sobie "ja". I równocześnie, jeśli chce poznać, kim jest to "ja", to poznaje to pośrednio po aktach (działaniach) przez siebie spełnianych: aktach poznania, aktach miłości, aktach wolności. I tak formułuje się tutaj na nowo, a już wcześniej zapoczątkowane rozumienie człowieka jako osoby. Pamiętajmy, że u Platona tworzono obraz człowieka na obraz bóstwa. U Arystotelesa spotykamy się z obrazem człowieka tworzonym na obraz zwierzęcia. Tutaj po raz pierwszy spotykamy się z autonomicznym wypracowaniem obrazu człowieka jako osoby, jako podmiotu rozumnego, zdolnego do bytowania w sobie, ale też do wyłaniania autonomicznych aktów. I przez to człowiek odkrywa własną transcendencję, że jest kimś więcej niż świat przyrody. To od razu pociąga za sobą konsekwencje dla pedagogiki, psychologii, polityki, a mianowicie, że człowiek nie jest zdeterminowany do końca biologią. Stąd też można go motywować, można go wychowywać, a w rozwoju społecznym trzeba dbać o jego stronę materialną, fizyczną, ale także duchową. Książka "Ja - człowiek" pozostaje dzisiaj w Polsce całościowym podręcznikiem do antropologii filozoficznej. Mogą powstawać inne, może bardziej szczegółowo opracowane, ale to jest podstawa.
A czy to podejście realistyczne ojca prof. Krąpca w filozofii odzwierciedliło się w sposobie pełnienia przez niego funkcji rektora na KUL, w rozwiązywaniu różnych, często bardzo skomplikowanych problemów okresu PRL?
- Na pewno ten realizm filozoficzny przekładał się na jego pracę na rzecz uniwersytetu. Rzeczywiście był trzynaście lat rektorem, pięciokrotnie wybieranym w czasach bardzo trudnych. Trzeba pamiętać, że to są lata 70. XX wieku. Istnieje program zniszczenia uniwersytetu jako bazy naukowej. Na uniwersytecie katolickim miał pozostać jeden wydział teologii, a pozostałe miały być zlikwidowane, a następnie przejęte przez UMCS, który w tym celu został utworzony. Z drugiej strony istnieje program niszczenia bazy materialnej uniwersytetu. Na KUL zostały narzucone drakońskie podatki, niemożliwe do zapłacenia, w związku z czym państwo weszło na hipotekę KUL. Nie można było zatem robić żadnych remontów, a KUL miał starą konstrukcję, dach się walił, pękały fundamenty. Wszystko to groziło materialną ruiną. I tu objawił się cały kunszt realizmu o. Krąpca.
Pomimo trudności w uzyskaniu różnorodnych zezwoleń od władz zabezpiecza uniwersytet od strony materialnej - rozbudowuje go. Zabezpiecza uczelnię od strony poligraficznej - sprowadza za ogromne pieniądze, oczywiście pochodzące z darów, maszyny drukarskie i na Poczekajce powstaje wielka drukarnia. Oczywiście paradoksem jest to, że została ona za grosze sprzedana właśnie w czasach współczesnych. No i wreszcie powstaje baza biblioteczna, która jest sercem uniwersytetu. Dzięki temu, że ojciec nawiązuje liczne kontakty z zagranicą, KUL staje się uniwersytetem międzynarodowym. Było to niezwykle ważne dla uczelni zarówno od strony naukowej, jak i prestiżowej. Warto wspomnieć, że wówczas był to jedyny uniwersytet katolicki w Polsce i jedyny na przestrzeni od Berlina do Seulu. Ponieważ był uniwersytetem lubelskim, była to wielka promocja dla Lublina, o czym mało kto pamięta itd.
Ojciec Krąpiec przyczynił się do uformowania sposobu rozumienia uniwersytetu. Wszystkie wydziały mają być wydziałami, które nakierowane są na poznanie człowieka. Dlatego też oblicze humanistyczne ma być właśnie obliczem uniwersytetów katolickich. Ojciec Krąpiec powtarzał, że uniwersytet ma uczyć przede wszystkim myślenia. Jeśli nie uczy myślenia, nie uczy umiłowania własnej kultury i rozumienia jej, to po co taki uniwersytet? Uniwersytet ma służyć prawdzie, a służąc prawdzie, służy człowiekowi, Bogu i Ojczyźnie.
Jak wygląda recepcja myśli ojca Krąpca w Europie i na świecie?
- Pierwszym miejscem, w jakim zaprezentowano dorobek Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, było Baltimore w USA, gdzie w latach 90. XX w. odbyło się spotkanie, podczas którego powstał projekt tłumaczeń na język angielski dzieł o. Krąpca z zakresu metafizyki, antropologii, filozofii prawa. Patronuje temu do dziś profesor Woźnicki, który ukończył filozofię na KUL. "Metafizyka" ojca Krąpca była przez szereg lat podstawowym podręcznikiem na uniwersytetach katolickich. Obecnie dochodzą do nas sygnały z Ameryki Południowej czy z Afryki z seminariów duchownych, że na bazie podręczników o. Krąpca wykładają filozofię jego uczniowie. Jeśli chodzi o Europę, to są filozofowie, tacy jak profesor Vittorio Possenti we Włoszech, profesor Berthold Wald i Horst Seidl w Niemczech czy profesor Leo Elders w Holandii, którzy znają prace o. Krąpca, s. prof. Józefy Zdybickiej, znają dorobek Lubelskiej Szkoły Filozoficznej i do wielu z tych prac nawiązują, np. do prof. Stanisława Kamińskiego, prof. Mariana Kurdziałka. Dziś dominuje nurt filozofii związanej z political correctness. Pewne nurty są promowane, a inne nie. Dziś mamy do czynienia z filozofią tzw. gazetową, która jest rozpowszechniana przez określone ośrodki. Ale daje się też zauważyć powrót do filozofii realistycznej po zmęczeniu modernizmem, nihilizmem, filozofią analityczną, po zmęczeniu różnego rodzaju heglizmami.
Z pewnością ogromną rolę w upowszechnieniu tego sposobu filozofowania pełni Powszechna Encyklopedia Filozofii - spełnienie marzeń ojca Krąpca i - jak podkreślał - zwieńczenie pracy naukowej. Czym jest Powszechna Encyklopedia Filozofii i jakie cele sobie stawia?
- Myślę, że można użyć tu takiego porównania, że tak jak w latach 50. XX w. powstanie Lubelskiej Szkoły Filozoficznej miało być takim przyczółkiem do obrony filozofii i miejscem kształcenia kadry filozoficznej, w sytuacji powszechnego zalewu marksizmem innych ośrodków naukowych, tak analogicznie rozumiany był cel przygotowania Powszechnej Encyklopedii Filozofii dla polskiej kultury i nie tylko, jako przyczółku, do którego będzie można dopłynąć, żeby w dzisiejszym zalewie różnych relatywizmów i nihilizmów nie utonąć. Stąd o. Krąpiec od początku sygnalizował i przekonywał nas, że jest to praca dla Narodu Polskiego. Taka jest zresztą dedykacja encyklopedii: dla Narodu Polskiego na ręce Jana Pawła II. Dlaczego? Naród Polski przeżył zagładę inteligencji w Katyniu, w obozach sowieckich, w niemieckich obozach koncentracyjnych. Po wojnie inteligencja w 90 procentach, a może i więcej, wykształcona została na marksizmie. A zatem jak mogli oni stanowić podstawę dla kultury, humanistyki? W związku z tym ta encyklopedia ma być takim punktem odniesienia w tym dzisiejszym zamieszaniu. Ojciec Krąpiec traktował encyklopedię jako swego rodzaju testament, nie w sensie przekazania własnego dorobku filozoficznego, ale przekazania tego myślenia filozoficznego, którego obecnie w kadrach nauczycielskich, w szkołach filozoficznych albo już nie spotykamy, albo bardzo rzadko. I w związku z tym encyklopedia daje szansę na spotkanie z wielkimi problemami i z wielkimi rozwiązaniami. Daje możliwość zbadania zasadności tych rozwiązań, by w mieliźnie współczesnego relatywizmu nie ugrzęznąć. Ojciec Krąpiec żył tą encyklopedią, cieszył się każdym wydanym tomem i rzeczywiście oczekiwał tego ostatniego, tak jak Mojżesz wejścia do Ziemi Obiecanej. I podobnie jak Mojżesz widział już tę Ziemię Obiecaną, bo materiały do ostatniego tomu już w 90 procentach są zebrane i opracowane.
Jak na co dzień wyglądała współpraca Księdza Profesora z ojcem Krąpcem nad Powszechną Encyklopedią Filozofii?
- Tego typu przedsięwzięcie jest bardzo pracochłonne i czasochłonne. Środki finansowe, którymi dysponowaliśmy na początku, były prawie zerowe. Zespół się tworzył, brakowało pomieszczeń. Był to więc wielki wysiłek fizyczny, psychiczny i czasowy. Natomiast nigdy nikt z członków zespołu, pracowników na to nie narzekał, i aż sam się dziwię, jak mogliśmy w takich warunkach współpracować. Narzuciliśmy sobie bardzo zdyscyplinowany tryb życia i pracy. Codziennie od poniedziałku do soboty z wyjątkiem piątku, od godz. 15.00 do 17.00 czytaliśmy wspólnie na głos każde hasło i kwalifikowaliśmy do dalszych etapów. Ojciec był tu wielką pomocą. Jako wielki erudyta bardzo szybko wyłapywał nieścisłości, braki itd. Dla mnie była to olbrzymia pomoc, ale i olbrzymia nauka. Ja się po prostu uczyłem filozofii całego świata. Zresztą ojciec Krąpiec sam to też podkreślał, że dla niego to była taka wielka przygoda z całą myślą nie tylko europejską, ale i chińską, japońską, afrykańską, amerykańską. Niezależnie od tego, czy ojciec czuł się lepiej czy gorzej, nie było żadnej taryfy ulgowej, i to nas bardzo dopingowało. Nikt nie mógł się opuszczać w pracy. Dzięki temu można było utrzymać rytm rocznego wydania kolejnego tomu i dzięki Bogu jesteśmy przy ostatnim tomie. Była to także współpraca bardzo osobista, bo dyskutowało się wspólnie przez wiele godzin.
Jakie znaczenie miały dla Księdza Profesora te wieloletnie kontakty z ojcem prof. M.A. Krąpcem?
- Żaden uczeń nie miał nigdy okazji przebywać z ojcem Krąpcem jako ze swoim nauczycielem, ze swoim mistrzem tyle czasu i to przy takiej bardzo konkretnej pracy. Jest to dla mnie wielkim błogosławieństwem. To jest coś, co sobie niezmiernie cenię i dziękuję Bogu, że czegoś takiego mogłem doświadczyć. Rozmowy z ojcem Krąpcem i dyskusje filozoficzne były dla mnie wielką szkołą dojrzewania filozoficznego, i to w olbrzymim zakresie. Z drugiej strony była to szkoła dojrzewania ludzkiego w takim obcowaniu na co dzień z człowiekiem, który z jednej strony, był wielkim autorytetem, ale z drugiej - przyjacielem, kimś, kto jest na wyciągnięcie ręki, na kogo można zawsze liczyć i od kogo można uzyskać wsparcie i radę. Był dla mnie jakby drugim ojcem, bo w takim samym wieku miałem też ojca własnego. Bardzo dobrze się rozumieliśmy.
Jaki był zatem wkład ojca prof. Krąpca do kultury polskiej?
- Bez wątpienia, jeśli mówimy, że w Polsce została ocalona myśl filozoficzna, która stoi u podstaw humanistyki, to gros zasługi w tym ma ojciec Krąpiec, oczywiście razem ze współpracownikami. Ale on był tym, który program tej szkoły tworzył, i w tym więc sensie jest obrońcą podstaw kultury polskiej, a równocześnie podstaw kultury chrześcijańskiej. I równocześnie nieoceniony jest jego wkład w ocalenie filozofii jako takiej. Proszę sobie wyobrazić, jeżeli nie mielibyśmy żadnej szkoły filozoficznej w Polsce poza marksistowskimi, od czego byśmy dzisiaj zaczynali? A tak mieliśmy jedyną szkołę, w której uczyliśmy się na nowo filozofii. Owszem, były szkoły w Poznaniu, w Warszawie, ale to były szkoły logiczne. Wszyscy uciekali w logikę, bo to było bezpieczne. Natomiast nikt nie uprawiał filozofii. Filozofia jako taka, czyli interpretująca człowieka, świat, była rozwijana tylko w ramach Lubelskiej Szkoły Filozoficznej. Nie wyobrażam więc sobie dzisiejszego stanu filozofii polskiej bez wkładu ojca Krąpca i jego filozofii metafizycznej rozbudowanej oczywiście we współpracy ze Stefanem Swieżawskim z Jerzym Kalinowskim, z Karolem Wojtyłą i Stanisławem Kamińskim, a później oczywiście z s. Józefą Zdybicką itd. Ojciec Krąpiec wniósł też wielki wkład do szkoły patriotyzmu. Warto chociażby przypomnieć to jego słynne wystąpienie na Zamku Królewskim w Warszawie podczas spotkania z Michaiłem Gorbaczowem. Apelował wtedy o odejście od tzw. doktryny Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw, kiedy rozpoczął się demontaż tego systemu i republik socjalistycznych. Kto wie, czy dzisiaj nie byłby potrzebny ten jego głos, gdy znowu mamy problem ograniczania i pozbywania się suwerenności państwa polskiego. I tu przypominał, że podstawą suwerenności państwa jest suwerenność osoby. Jeżeli teraz ktoś ogranicza suwerenność państwa, to konsekwencją będzie za chwilę to, że ograniczy suwerenność osoby. I dlatego mamy do czynienia z eutanazją, z prawem do aborcji czy związków homoseksualnych. To są przecież prawa przeciwko człowiekowi.
Ojciec Krąpiec w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził: "Czekam na szczęście wieczne, a jedyną rzeczą, którą warto w życiu uprawiać - mówię to świadomie i odpowiedzialnie - jest filozofia". Jak należy to stwierdzenie rozumieć?
- W tej wypowiedzi nawiązuje do tego, co kiedyś powiedział już Arystoteles, a przypomniał o tym i św. Tomasz, że rozum jest tym, co czyni nas człowiekiem, gdyż jest boską cząstką w nas. Filozofią warto się zajmować, bo rozum ludzki potrzebuje poznawać. To dzięki rozumowi człowiek właśnie dochodzi do poznania Boga. To dzięki poznaniu Boga człowiek w pełni uświadamia sobie, że jest kimś wyjątkowym w świecie. To poprzez poznanie spełnia się człowiek jako istota rozumna. W tym więc sensie, tak w życiu o. Krąpca, jak i w jego dziełach, odnajdujemy świadectwo wielkiego zmagania się ludzkiego rozumu ze światem po to, by ten świat zrozumieć, by go wyjaśniać, a przez to budować swoją osobę jako istotę rozumną i świadomą.
Dziękuję za rozmowę. |
| |
|
|