Niewidzialne więzy | W mediach sprawa była już wielokrotnie wyjaśniana. Takiego "handlu" nie było i nie będzie! Między terminem ratyfikowania przez nasz kraj traktatu reformującego UE a decyzjami unijnych biurokratów nie ma żadnego związku. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ostatecznie utwierdził w tym przekonaniu polskich dziennikarzy. Zapewnił, że Polska "nie powiązała i nie planuje powiązania" brukselskich decyzji dotyczących polskich stoczni z ratyfikacją. Nie wiadomo jednak, jak ten problem widzą europejscy komisarze. Czy możliwe, że nawet w przypadku braku ratyfikacji traktatu Komisja Europejska zaakceptuje propozycje przedstawione przez polski rząd?
Mimo powszechnej wiedzy o "merytorycznych kryteriach" decyzji podejmowanych przez unijną biurokrację prezydent Lech Kaczyński po raz kolejny ogłosił, że "Polska nie będzie przeszkodą, jeżeli chodzi o ratyfikację". Zapewnił też prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego o swej "osobistej pomocy w doprowadzeniu do tego, by traktat został ratyfikowany przez wszystkich" po "bardzo dobrej i niezwykle miłej" z nim rozmowie.
Na razie wspólny plan pozostaje tajny... Na szczęście nie utajniono jeszcze planu podróży zagranicznych obu prezydentów. 21 lipca Nicolas Sarkozy wybiera się do Irlandii, gdzie najprawdopodobniej poinformuje krnąbrnych mieszkańców Zielonej Wyspy o konieczności przeprowadzenia kolejnego referendum. Trzy dni później Lech Kaczyński ma spotkać się z ostatnim wśród unijnych przywódców przeciwnikiem traktatu - prezydentem Czech Vaclavem Klausem. Przekonanie Klausa do zmiany opinii może nie być łatwe. Wielcy mistrzowie europejskiej demokracji - przynajmniej oficjalnie - szanują przecież decyzje każdego z narodów i przywódców krajów członkowskich Unii. Dodatkowo Czesi nie mają żadnego problemu ze stoczniami... Czyżby część polsko-francuskiego planu miała polegać na przedstawieniu czeskiemu prezydentowi tajemnej sieci europejskich powiązań, które dla mediów, przynajmniej na razie, muszą pozostać niewidzialne?
Tomasz Tobolski |
| |
|
|