Niemcy chcą... porażki? | Nasi zachodni sąsiedzi wielokrotnie podkreślali, jak bardzo zależy im na możliwie najszybszym przyjęciu traktatu konstytucyjnego Unii Europejskiej. Gdy jednak okazało się, że niektóre kraje (Wielka Brytania, Polska, Holandia i Czechy) kwestionują część traktatowych propozycji, Berlin, zamiast szukać wspólnych rozwiązań, postawił na konfrontację. Krzycząc o potrzebie kompromisu, nasi sąsiedzi zza Odry robili wszystko, aby do kompromisu nie doszło! Taktykę tę najlepiej charakteryzują działania podjęte wobec Polski. Wiedząc, jak ważny dla naszego kraju jest system głosowania w Radzie UE (na zmianie zasad przyjętych w Nicei tracilibyśmy najwięcej), kanclerz Angela Merkel postanowiła nie ustępować ani na pół kroku!
Gdy niektórzy komentatorzy spodziewali się nowych, przyjaznych gestów, które np. ograniczyłyby polskie obawy energetyczne związane z omijającym nasz kraj Gazociągiem Północnym, Niemcy... taktycznie wycofali się nawet z propozycji zapisu o "energetycznej solidarności" Unii.
A co ze sprawą przejęcia przez rząd Angeli Merkel ewentualnych kosztów odszkodowań za mienie utracone przez "wypędzonych z Polski"? Ani słowa. Mimo że niemieccy politycy oficjalnie bagatelizują sprawę roszczeń "wypędzonych" i uznają je za niemożliwe do wyegzekwowania.
Zamiast łagodzenia konfliktów niemieccy negocjatorzy niespodziewanie powrócili do propozycji zamieszczenia w nowym traktacie preambuły bez odwołania do Boga i wartości chrześcijańskich. Z pełną świadomością, że Polska takiej propozycji nie zaakceptuje...
Być może właśnie niemiecki upór i chęć podporządkowania sobie innych państw jeszcze przed przyjęciem traktatu konstytucyjnego uchroni nas przed utworzeniem Związku Socjalistycznych Republik Europejskich.
Piotr Tomczyk |
| |
|
|