Moim zdaniem: Wpadła śliwka w kompot... | Za każdym razem, kiedy mamy do czynienia z przesileniem politycznym, sięgam po film Jacka Kurskiego pt. "Nocna zmiana". Dziś oglądam jego drugą część z tymi samymi bohaterami...
No, może statyści się trochę zmienili, bo nie było wówczas na wizji jakże sławnej obecnie Renaty Beger. Ale statyści są zawsze dobierani do filmu "na okoliczność", jak mawiali Kargul z Pawlakiem. Dobór ich jest zawsze podobny - muszą mieć charakterystyczny wygląd, umieć lub nie umieć się zachować (tzw. naturszczycy) i... za ileś tam wykonywać zadania filmowe.
Główni bohaterowie natomiast muszą spełniać wymagania aktorskie, jakie powierza im reżyser, po prostu mieć "to coś" - czyli aparycję, dar improwizacji itp. Często wnoszą oni swoje modyfikacje do gry, które bywają aprobowane przez ekipę, no i komedianci muszą słono kosztować.
Cóż, widać, że scenariusz napi sany gdzieś w zacisznym miejscu, po niechybnym skonsultowaniu tu i tam, właśnie wchodzi w życie, i to już z niezłym public relation. Jeszcze film nie powstał (może kilka pierwszych przebitek), a już ogłoszono sukces produkcji i zapowiada się dla niej w przyszłości wiele nagród... na polskich festiwalach, bo wątpliwe, by na zagranicznych film przeszedł selekcję wstępną. No, może kilka zaufanych gazet wspomni o wysiłku producentów i świetnej roli uznanych aktorów zza miedzy.
Jedno jest dziwne: pani Beger występująca jako charakterystyczna statystka dzień wcześniej w gazecie "Rzeczpospolita" udzieliła wywiadu o kulisach filmu, a już w nocy udostępniła światu pierwsze ujęcia. Normalny producent dostałby skrętu kiszek, ale myślę, że w tym przypadku wspólnie z reżyserem podjął ten zabieg promocji dla lepszego efektu filmowego. "Nieważne, jak piszą, ale ważne, że piszą". Przecież "poszło już" w zaprzyjaźnionej stacji TV, rozniosło się na inne, prasa bębni o filmie na okrągło, a przyszli widzowie obgryzają paznokcie z zaciekawienia i przerażenia - co będzie dalej. Jedno jest pewne - dzisiaj się udało. Już można liczyć na pierwsze zyski - bo o to przecież chodziło. Za chwilę ponownie będziemy autorytetami, bo już groziło nam zejście w niebyt. I za chwilę będzie można nakręcić nowy film, bo już "nasi" będą rozdzielać środki i wpływy.
Wraca stare, choć w nowym rozdaniu.
Przykre, bo widzów już dawno nie obchodzą polskie produkcje filmowe, skoro nie stać ich na bilet do kina. Zresztą kin też jak na lekarstwo, bo poprzerabiano je na sklepy lub magazyny.
W związku z tym proponuję powrót do kin objazdowych, bo zanim kolejny hit filmowy trafi do ludzi na prowincji, to już jest zima i trzeba śnieg odgarniać.
nad. Piotr Zarębski |
| |
|
|