Młodzi uwierzyli | Platforma Obywatelska wygrała wybory, stosując klasyczną metodę kija i marchewki. Kijem było ciągłe straszenie społeczeństwa rządami PiS, które według taniej propagandy PO i usłużnych mediów groziły stworzeniem w Polsce państwa policyjnego oraz skłóceniem kraju ze wszystkimi sąsiadami. Kij zadziałał. Uderzył po głowach wyborców szczególnie silnie w czasie ujawnienia przez CBA sprawy skorumpowanej posłanki PO Beaty Sawickiej. Pokazanie w mediach krokodylich łez pani Beaty wystarczyło, żeby w wielu ludziach wzbudzić uczucia - litości dla płaczącej, winnej korupcji, a złości w stosunku do tych, którzy byli winni jej łez.
Natomiast jako ponętnej marchewki PO użyła słodkich obietnic, które miały na celu wywołanie w wyobraźni wyborców obrazu raju na ziemi, w jakim Polacy będą żyć, kiedy wybory wygra partia cudotwórców. Żeby te obietnice wyglądały na choćby trochę realne do spełnienia, wypisano je nawet na papierze, wiedząc, że papier wszystko zniesie.
I kij, i marchewka przeznaczone były nie dla elektoratu, który ma wyrobione poglądy polityczne i wiadomo było, że pójdzie z nimi do wyborów. Te narzędzia strachu oraz pokusy zastosowano na elektoracie uśpionym, który właściwie się polityką wcale nie interesuje - dlatego jest łatwą zdobyczą, bo wystarczy kilka sztuczek i na czas wyborów zostanie zaktywizowany, a potem może znowu iść spać. PO celowała dokładnie w młodą część tego elektoratu, czyli strukturę niemal bezbronną. Wiadomo bowiem, że młody człowiek nie ma życiowego doświadczenia, dlatego jest zbyt ufny, łatwo wierzy w obietnice, dokonując wyborów, kieruje się przeważnie emocjami, których nie przepuszcza przez filtr rozumu - co sprawia, że łatwo go wykorzystać. To, że PO, stosując metodę kija i marchewki, udało się uruchomić około 10 procent młodego, nieaktywnego elektoratu, najlepiej widać po frekwencji i wynikach wyborów.
Oczywiście naobiecywać było łatwo, gorzej może być teraz z realizacją tych obietnic. Tym się pewnie optymiści z PO zbytnio nie przejmują. Jednak jeżeli zawiodą swój młody elektorat - następne wybory w Polsce mogą mieć najniższą frekwencję po 1989 roku.
Adam Białous |
| |
|
|