Michnik znów urażony | I znów kolejny autorytet pozywa IPN. Lech Wałęsa nie mógł się pogodzić z faktem, że napisano o nim książkę, Adam Michnik za to... no ten kwestionuje jedynie przypis do książki, która zresztą nie traktuje o nim, ale o marcu 1968 roku. Otóż okazuje się, że w niewinnej z pozoru książce historycznej jej autorzy popełnili fatalny błąd. Napisali mianowicie, że ojciec naczelnego "Gazety Wyborczej", niejaki Ozjasz Szechter, został "aresztowany i skazany za szpiegostwo na rzecz ZSRR". Ajajaj! Doprawdy, jak można coś takiego domniemywać? Do tej pory wszelkie pogłoski o dokonaniach zasłużonej rodziny Adama Michnika tonęły we mgle zapomnienia i tylko jakiś kompletny oszołom mógł twierdzić, że cokolwiek z tych pogłosek jest prawdą. A mówiły owe oszołomy i o ojcu, mówiły i o bracie, który umknął do Szwecji nie jedynie przed Sądem Bożym - jednak kto by te brednie traktował poważnie. Inaczej sprawa wygląda, gdy w roli oszołomów występują historycy z IPN. Natychmiast trzeba ich pozwać. Może się przestraszą i odwołają, co napisali? A nawet jeśli tego nie uczynią, zawsze pozostaje jeszcze Instytut rozwiązać. Tym sposobem mgła zapomnienia też pracuje dla nas. Swoją drogą, czy w dzisiejszych czasach w ogóle można cokolwiek takiego napisać, co nie byłoby obraźliwe dla bohaterów tzw. opozycji demokratycznej lat 80.?
Poruszać się trzeba w tej trawie jak saper w gumowych butach, co krok to... niespodzianka.
AMG |
| |
|
|