Maski już niepotrzebne? | Po niesatysfakcjonujących dla brukselskich biurokratów wynikach referendum w Irlandii znacząco zmieniła się poetyka wypowiedzi władców naszego kontynentu. Zamiast dobrotliwych zapewnień o uszanowaniu woli każdego, nawet najmniej licznego narodu, mieliśmy pełne irytacji pohukiwania i groźby wobec krnąbrnych Irlandczyków. Nie skończyło się jednak na razach wymierzanych "irlandzkiemu chłopcu do bicia". Nerwowe reakcje u europejskich demokratów wywołały nawet sygnały o możliwym, czasowym wstrzymaniu ratyfikacji "traktatu deformującego UE" w Polsce i Czechach.
- Nadeszła godzina populistów: polski prezydent znów powoduje stres w sprawach europejskich. (...) Uważam, że UE nie powinna pozwolić, by to ją powstrzymało, ale wyraźnie powiedzieć: albo jakieś państwo jest członkiem UE na podstawie traktatu lizbońskiego, albo nie - stwierdziła, odrzucając konwenanse, eurodeputowana niemieckiej FDP Silvana Koch-Mehrin.
Na jakiej podstawie państwo, które nie zechce ratyfikować traktatu lizbońskiego, miałoby zostać wyrzucone z Unii Europejskiej? Tego niemiecka eurodeputowana nie wyjaśniła. Mimo to należy docenić szczerość jej wypowiedzi. Dzięki tego typu głosom już teraz możemy domyślać się, jak traktowani będą przeciwnicy brukselskiego centralizmu po ostatecznym przepoczwarzeniu UE w Związek Socjalistycznych Republik Europejskich.
Piotr Tomczyk |
| |
|
|