Marsowe miny | Nasz premier ma serce dobre i pełne szlachetnych porywów. Ostatnio na przykład tak bardzo przejął się zwalonym mostem w Nowej Białej (oczywiście problem to dla jej mieszkańców niewątpliwie ważny, który można by jednak skutecznie załatwić na poziomie gminy), że nawet nie zauważył przegranego głosowania w Sejmie nad wetem prezydenta. - Ważniejsza jest naprawa mostu niż zmiana władz mediów publicznych - mówił dziennikarzom naburmuszony Donald Tusk odwiedzający wspomnianą miejscowość na Podhalu.
W ogóle politycy Platformy starali się zrobić wrażenie, że bagatelizują sprawę wet. - Będziemy robili, co się da, poza ustawami. Na przykład boiska możemy budować bez ustaw - pocieszał się Rafał Grupiński z kancelarii premiera. Oczywiście, że tak. Można budować boiska, mosty, jeździć na rowerze, zajadać sałatkę z krewetek, a nawet rzucić palenie bez pomocy ustawy. Jednakże rządzić krajem bez pomocy mediów i ustaw sejmowych długo się nie da i o tym pan premier wie na pewno bardzo dobrze. Stąd pewnie marsowa mina i całe to udawanie, że niby nic się nie stało.
Ciekawe skądinąd, co teraz porabia Jan Rokita? Urlopuje? A może jeszcze marzy o przejęciu przywództwa w Platformie? Co się dziwić, skoro Tusk z dnia na dzień traci... zresztą być może Rokita przeznaczon jest do celów wyższych, powiedzmy do liderowania całkiem nowej partii? W końcu na tym, by mieć wpływy w parlamencie, pewnie zależałoby wielu ludziom i instytucjom. Cóż, człowiek niestety czasem myśli o sobie, że jest bardziej wpływowy, niż jest w rzeczywistości. A ukryte za grubszą zasłoną rechocze np. Bnai Brith. No, nie, nie, żartuję oczywiście.
AMG |
| |
|
|