Ludzkie sprawy: Byle nie być wolnym... od rozumu | Bo ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka. (Rz 1, 16)
Kościół katolicki i jego wierni wyznawcy od początku powstania byli solą w oku tych, którzy bądź to świadomie, bądź wskutek niewiedzy lub braku łaski głosili, że życie zgodne z Ewangelią to zamach na wolność, ograniczenie swobód i obyczajów. Z pewnością nie zawsze uświadamiali sobie, że zwalczając nauczanie Kościoła katolickiego, stają po stronie potężniejszego niż oni sami przeciwnika, który od momentu powstania świata i aż po kres jego istnienia nie odpuści okazji, aby przeciągnąć na swoją stronę jak najliczniejszą grupę osób. Ostateczny wynik tej odwiecznej walki rozstrzygnął się dwa tysiące lat temu na Golgocie, ale w wymiarze osobistym trwa tak długo, jak życie każdego człowieka. Rozpoczęliśmy właśnie w Kościele Rok św. Pawła Apostoła. Niezwykły ten człowiek, dopóki nie spotkał osobiście Jezusa, był okrutnym prześladowcą chrześcijan, aktywnie zaangażowanym w zwalczanie kultu. Nawet wyznanie św. Szczepana przed męczeńską śmiercią, jego niewinnie wylana krew nie wywarły, wtedy jeszcze na Szawle, wrażenia. Dopiero sam Jezus przemienił serce i rozum człowieka, który z Szawła stał się Pawłem. W życiu każdego człowieka zdarzają się momenty, szczególne chwile, w których mówi Bóg, gdyż wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy ukształtowani na Jego obraz z miłości - nie dla kaprysu czy jakichś doświadczeń. Każdy ma szansę na życie dobre i wolne, co nie oznacza życia łatwego i przyjemnego. Ostatnie tygodnie były dla nas w Polsce swoistym sprawdzianem postaw i działań w konfrontacji z ewidentnym zamachem na życie niewinnego człowieka, dziecka młodziutkiej matki. Niestety, dziecku odebrano szansę dalszego życia, dane mu było dwanaście tygodni. "Ale niech się nie trwoży wasze serce i niech się nie lęka" - te słowa kieruję do młodej matki, niech wie, że jej dziecko jest w szczęśliwości wiecznej. Gorszą winę ponoszą ci, którzy z zimną krwią i w myśl przepisów obowiązującego prawa państwowego znaleźli miejsce dopełnienia tegoż "prawa". Należy wymienić tu ministra zdrowia i organizacje feministyczne. Gdy słucha się wystąpień niektórych pań żądnych respektowania prawa, w myśl którego zadawana jest śmierć, nie sposób nie oprzeć się wrażeniu o występowaniu u nich niedoborów natury emocjonalnej - potok frazesów, wchodzenie w słowo interlokutorowi, podniesiony głos, potrząsanie głową itp., a także myślowych - różnicowanie życia na ważniejsze i mniej ważne, etyka sytuacyjna - katolikiem się bywa, kiedy to wygodne itp. Wolność słowa, jak najbardziej. Mówić każdy może, choćby w Hyde Parku, aparat mowy ma swoje prawa i trzeba go ćwiczyć, aby nie zanikł. Jednak trochę zimnej wody przydałoby się na rozpalone głowy przodujących w programach publicystycznych feministek i może trochę wolnego czasu w ustronnym miejscu? W przypadku ministra zdrowia sprawa jest poważniejsza. Pani minister może podjąć decyzję, która w oczach wielu polskich lekarzy byłaby uznana jako wyraz spóźnionej, ale koniecznej refleksji, może też trwać uparcie przy swoim stanowisku. Przykro patrzeć na kolejny przypadek złamanego sumienia. W sobotę, 28 czerwca, nowy biskup warszawsko-praski objął w pasterską opiekę diecezję, której również jestem członkiem. Entuzjazm, optymizm i odwaga, a także wdzięczność poprzednikom biły w słowach wygłoszonej homilii podczas uroczystego ingresu do katedry warszawsko-praskiej. "Obawy o przyszłość Kościoła są płonne", mówił biskup, który ponad trzydzieści lat rozwijał trudny charyzmat misyjny. Nierozmywanie prawa Bożego, jak u św. Pawła, uciekanie się do Matki Bożej Zwycięskiej i zawołanie biskupie "większy jest Bóg" dźwięczą w uszach diecezjanom, wdzięcznym za nowego pasterza. Dziękujemy Ekscelencji i życzymy tego, na czym każdemu pasterzowi szczególnie zależy, aby żadna z owiec powierzonych jego opiece nigdy się nie zagubiła.
Hanna Wujkowska |
| |
|
|