1500 spotkań, 600 przesłuchań, 3 zamachy | Z posłem Antonim Macierewiczem (PiS), likwidatorem Wojskowych Służb Informacyjnych, byłym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, rozmawia Paweł Tunia
Termin zakończenia prac Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych został wyznaczony na 30 czerwca br. Czy od dziś komisja przestaje pracować?
- Niestety, jej prace zostają przerwane, ale nie jest prawdą, że zostają zakończone. Komisja potrzebuje jeszcze dwóch miesięcy, które jej premier Donald Tusk zabrał, uniemożliwiając prace w ciągu minionego pół roku. Pan Tusk zasłania się faktem, że były premier Jarosław Kaczyński wyznaczył termin 30 czerwca - i on tego terminu nie chce zmienić. Ale od tego czasu, gdy Platforma Obywatelska przejęła władzę, absolutna większość czasu, bo około pięciu miesięcy, została komisji przez działania nowej koalicji zabrana. Jeśli stanowisko pana Tuska zostanie podtrzymane, to prace komisji zostaną przerwane. Ponad stu żołnierzy nie zostanie zweryfikowanych tylko dlatego, że Donald Tusk chce narzucić swoją wolę i za wszelką cenę uniemożliwić prace komisji. Ostatnie pięć miesięcy to okres szarpaniny z rewizjami, niedopuszczeniem komisji do własnego zasobu archiwalnego, wyłączeniem systemu informatycznego niezbędnego do prawidłowej i bezpiecznej pracy. Te wszystkie działania, o których informowaliśmy opinię publiczną, chociaż zakrzykiwane przez media związane ze środowiskami liberalnymi i komunistycznymi, realnie miały miejsce i uniemożliwiały panu przewodniczącemu Janowi Olszewskiemu realizację zadań w pełni. Jednak mimo tych wszystkich przeszkód wynik prac jest imponujący, ponieważ na ponad 2170 żołnierzy, którzy zgłosili się do weryfikacji, absolutna większość została zweryfikowana. To jest imponująca praca.
Komisja, realizując swoje zadania, pracowała dosyć intensywnie.
- Wykonała ogromną pracę, odbyła ponad 1500 spotkań i posiedzeń, z tego 600 poświęconych wyłącznie na przesłuchania. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że członkowie komisji nie byli wynagradzani, otrzymywali 20 zł diety za 24 godziny pracy. Udało się zidentyfikować główny trzon rosyjskich wpływów w Polsce działający poprzez służby wojskowe WSI - to jest kilkuset oficerów stanowiących element kierujący wojskowymi służbami informacyjnymi, w centrali i w terenie. Udało się zidentyfikować ponad 100 przedsiębiorstw, które były manipulowane przez ludzi WSI i które narażały Skarb Państwa na miliardowe straty. Trzeba pamiętać, że ludzie ze starych służb nadal mają tam olbrzymie wpływy. Udało się także ustalić inne nieprawidłowości, w tym całą strukturę kontrolowania przez WSI obiegu informacji w kraju. We wszystkich przedsiębiorstwach istnieje pion bezpieczeństwa informacyjnego i ten pion w pewnym stopniu był obsadzany ludźmi WSI, którzy informacjami manipulowali i wykorzystywali je bardzo często do działań mafijnych i przestępczych. W tej sprawie zostało skierowanych 280 zawiadomień o przestępstwie, a komisja objęła tymi zawiadomieniami ponad 550 osób. Bez prac komisji nie byłoby możliwe rozwiązanie WSI i powołanie nowych struktur. One są wprawdzie od pół roku niszczone, ale jednak działa w nich nowy zasób kadrowy i ta praca przyda się Polsce prędzej czy później.
Jakie trudności spotkała komisja, wykonując swoją misję?
- Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że środowiska związane z WSI łączyła komunistyczna przeszłość, dlatego opór z ich strony przed ujawnianiem prawdy był gigantyczny. Po objęciu władzy przez PO warunki pracy były wyjątkowo niesprzyjające, nawet tak dalece, że w sukurs układom postkomunistycznym przyszły działania administracyjne. Najpierw uniemożliwiono komisji dostęp do własnej kancelarii tajnej, do końca kwietnia komisja nie miała tego dostępu, bo szef wywiadu wojskowego wytoczył proces panu przewodniczącemu Olszewskiemu, powodując serię przesłuchań wszystkich członków komisji, co utrudniało prace. Wyłączono system informatyczny, co spowodowało, że mogliśmy czytać akta, ale do końca maja nie mogliśmy niczego zapisywać na specjalnych komputerach, a na innych jest to zabronione, odebrano certyfikaty bezpieczeństwa siedmiu osobom, zrobiono rewizje członkom komisji. Mieliśmy także do czynienia z trzema zamachami: najpierw próbowano zniszczyć samochód pana Mariusza Maraska - członka komisji, później pana mecenasa Macieja Lwa-Mirskiego, a kilka dni temu panu Piotrowi Bączkowi uszkodzono poważnie koło w samochodzie. Na szczęście nie doszło do tragedii.
Ile czasu potrzebują jeszcze członkowie komisji, aby wykonać swoje zadanie?
- Komisja będzie musiała działać przynajmniej w takim zakresie, w jakim musi dokonać oglądu akt, które posiada, i musi rozesłać te akta do ich właścicieli, bowiem jak mówi ustawa, przewodniczący po zakończeniu prac Komisji Weryfikacyjnej rozsyła akta do instytucji, z których je pobrał. My jesteśmy informowani, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego chce tutaj wtargnąć i zabrać wszystkie te akta. Gdyby to się zdarzyło, byłoby to bezprawie, dlatego że w komisji są akta wywiadu wojskowego, IPN, Sejmu, ABW, prokuratury, policji, do których służba kontrwywiadu nie ma żadnego uprawnienia. Miejmy nadzieję, że premier Tusk jednak na taki czyn się nie zdecyduje. Termin działania komisji zależy wyłącznie od pana premiera Tuska, który może wyznaczyć inny termin zakończenia jej prac. Według ekspertyz prawnych, premier powinien skonsultować zakończenie prac komisji z jej przewodniczącym. Komisja została powołana do wykonania określonej pracy i musi mieć możliwość jej zakończenia. Jeśli są zarzuty, że z jej winy coś nie zostało wykonane, to niech one będą sformułowane w trybie administracyjnym czy nawet karnym, ale nie można uniemożliwiać komisji dokończenia prac.
Dziękuję za rozmowę. |
| |
|
|